Wdech wydech. Chciałam napisać tutaj wczoraj, ale burza odebrała nam prąd na cztery godziny, a potem nastała noc i położyłam się spać zmęczona tym wszystkim, co wydarzyło się w przeciągu dwóch dni. Dzisiaj powinnam już leżeć w łóżku, ale nie jestem senna. Wszystko nagle potoczyło się innym torem, ale nie jestem przekonana co do tego, czy podoba mi się ta droga. Coś się we mnie zmieniło, jeszcze nie potrafię tego określić, ale chwyta mnie to za gardło i sprawia, że nie mogę się na niczym skupić. U ortodonty okazało się, że moje leczenie wcale nie miało dobiegać końca, cóż, zwykłe niezrozumienie, a raczej rozbieżność z rozpiską na kartce, którą otrzymałam trzy lata temu. Jest to szczęście w nieszczęściu, bo nagle nie muszę mieć w portfelu tej ogromnej sumy pieniędzy, ale jest to nieszczęście w szczęściu, bo nadal jestem w procesie, który mnie dobija rzutując negatywnie na każdy obszar moje życia. Chciałam, aby kolejny zestaw nakładek trwał krócej niż trzy lata, ale nie nastawiam się na optymistyczną wersję, a najgorszą z możliwych - dwa lat. Jak będzie, czas pokaże. Dalszy plan leczenia otrzymam za miesiąc. Teraz czekam, ale sama nie wiem na co. Już nawet nie na cud. Dolegliwości bólowe przerosły mnie tak bardzo, że po wizycie u ortodonty poszłam do lekarza rodzinnego. Dotarło do mnie, że powinnam zrobić to już dawno, ale przekonana, że jestem bliżej końca leczenia niż dalej uznałam, że dam radę i okazuje się, że wszystko poszło nie po mojej myśli. Dzień za dniem, ból i ból i zmęczenie, co (po udarze?) popsuło się we mnie tak naprawdę? Trochę ponad tydzień i wyląduję w nowej, nieznanej przychodni w gabinecie nowego lekarza. Wybrałam kogoś innego niż polecał fizjoterapeuta, którego też powinnam odwiedzić, ale chyba muszę go zmienić na kogoś tańszego, bo jestem biedna. Niesamowite, że nie wiem kim jestem, ale wiem, że jestem biedna i obolała i mogę być za chwilę nadal biedna, ale może mniej obolała. Boję się leków, wszystkich, bo boję się tego, że nigdy nie wiem, czy mój stan to stan w którym niezwłocznie należy się ratować, bo potem będzie za późno i zrobi się z tego poważny, nieodwracalny problem, czy to stan "samo minie, najważniejsze to przetrwać". Nie wiem, nigdy nie wiem. Skutki uboczne są nieprzewidywalne i ciężkie do zniesienia. Panie u ortodonty powiedziały, że mam ładną linię szczęki, gdy się uśmiecham. Dowiedziałam się też, że mam niesymetryczne dziurki od nosa i zrozumiałam, dlaczego mój prawy profil różni się od lewego i czemu czasem wyglądam na zdjęciach jak inna osoba. Niby zawsze to widziałam, bo fotografuję się tylko z jednej strony, tej lepszej, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że ktoś kiedyś spojrzy na moją twarz tak dokładnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz