Nie doczekałam się wizyty u psychiatry. Myślałam, że dzisiaj będę już w innym miejscu. Wszyscy myśleliśmy, że ten wrzesień będzie wyglądał inaczej, prawda? Za to zdążyli wznowić moje leczenie ortodontyczne. Tego też się nie spodziewałam. Miałam czekać miesiąc na nakładki, a czekałam tylko dwa tygodnie. To były dwa tygodnie oddechu, ale silny ból znowu tu jest, nigdy się nie kończy. Mimo to jest nadzieja, że jest bliżej końca niż dalej. Dzień w którym zdejmą mi aparat będzie najpiękniejszym dniem mojego życia. Pewnie to nie prawda, ale warto mieć nadzieję na zmiany. Ostatnie dni lata są przyjemnie gorące. Zapomniałam kupić pieczarki, bo nie zaszłam dzisiaj do żadnego sklepu spożywczego, nie miałam po co. Dopiero, gdy wieczorem otworzyłem notatnik na telefonie zobaczyłam, że jednak miałam. Wsiadłam na rower, obowiązkowo w kamizelce odblaskowej i pojechałam. Ciepły wiatr wiał w moją twarz i zrobiło mi się szkoda, że letnie noce w tym roku nie były właśnie takie, przyjemnie ciepłe i że nie wracałam do domu później, bo nie miałam gdzie, za co i z kim wyjść. Zamykałam się w domu na długo przed zmrokiem, z powodu zmęczenia i fizycznego bólu. Obecnie wszystko pozostaje bez zmian. Może następny tydzień będzie lepszy, a wiem, że nie będzie, bo ten remont w mieszkaniu szkodzi nam wszystkim. Z tego wszystkiego zapomniałam, że 18 września minęło pięć lat od mojego udaru.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz