Jest po dwudziestej pierwszej, a mój szczawik nie złożył się cały do snu. Czyżby światło żarówki wydało się mu światłem słońca? Czasem myślę, że w jednej osobie nie może być tyle pęknięć, ale oto jestem. Ciężko mi Boże, ze wszystkim co muszę dźwigać i z tym brakiem lekarstwa na ból wszelkiego rodzaju. Podobno nie nakładasz na ludzi ciężarów, których nie są w stanie udźwignąć, czy więc sama przygniatam się tym wszystkim i iść dalej nie mogę? Przegrałam niedawno bitwę z sąsiadem, a przecież nie chciałam z nikim walczyć, chciałam tylko ciszy nocnej o północy, a wyszło, że chcieć sobie mogę, bo on nie poniesie żadnych konsekwencji niezależnie od tego co zrobię. Konsekwencje ponoszę zawsze ja. Okazuje się, że nie czeka mnie nic innego przez najbliższe miesiąca i lata - konsekwencje cudzych czynów. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina, że tu jestem, bo psuje dobrą zabawę. Nikt nie lubi ludzi, którzy psują dobrą zabawę. I co teraz? Nie uważam, że zasłużyłam na to wszystko tak jak na swoje krzywdy nie zasłużyły niewinne dzieci krzywdzone przez dorosłych. Najgorsze są kary, które spadają i przygniatają zupełnie za nic, za samo bycie w tym samym miejscu i czasie i tyle i to jest niesprawiedliwość, najgorsza. Nie chcę nic od świata, nie bawi mnie bycie tutaj od dziecka, chcę tylko spokoju, może i świętego, ale najlepiej jakiegokolwiek. Kiedy się sprzedam złu za odrobinę ciszy? Niektórzy ludzie nie powinni zakładać rodzin, a tym bardziej mieć dzieci, jeśli nie mają za sobą długoletniej terapii wyprowadzającej ich z mrocznych zakamarków duszy. Zdaję sobie sprawę, że w takim wypadku nikt nie zakładałby rodzin i może tak powinno być. Widzę to po tym aroganckim gówniarzu, do którego nie dociera nic, ani po dobroci ani po złości. Sytuacja z przed kilku dni się powtórzyła, znowu był hałas. Widzę to po sobie, do której nie dociera nic. Znowu zapanuje cisza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz