Chora, śpiewająca Tegan Quin w programie
Ellen i Taemin na wakacjach w Szwajcarii to moja dzisiejsza zagłada. Za
dużo uwodzenia i słodyczy. Moja mała prywatna apokalipsa jest
przejmująco cudowna.
Czytam „Wiedeńską Apokalipsę” Ewy
Kuryluk, którą kupiłam dwa lata temu, by napisać referat na zajęcia o
Gustavie Klimcie. (Swoją drogą, potem przydała mi się do pracy
licencjackiej.) Teraz studiuję literaturę niemiecką przełomu XIX i XX
wieku; świat tak bardzo podobny do tego, w którym teraz przyszło nam
żyć.
___
Z listu Georga Trakla do Frickera: Tęsknię za dniem, w którym dusza nie zgodzi się już mieszkać dłużej w
tym nieszczęsnym, zatrutym melancholią ciele, w którym opuści tę
pożałowania godną postać z błota i zgnilizny, zbyt wiernie odbicie
bezbożnego, przeklętego wieku.
___
Elza ma rację, to oni wszyscy, ci głusi
na jej rozpacz, przyczynili się do jej śmierci. Im też, zażywając
truciznę (weronal), rzuca pełne dumnej goryczy słowa: Żebyście
wiedzieli, jaka śmierć może być smaczna! (Artur Schnitzler, Panna Elza)” – Ewa Kuryluk
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz