1.02.2013

712. "Eldorado"

Człowiek pod wpływem kolejnych zdarzeń, zmienia podejście do życia. Już dwa razy robiłam solidny rachunek sumienia i przewartościowałam swój świat. To co kiedyś było ważne, znikło nagle lub powoli odsunęło się w cień. ( Dziecko z chmur)

Już luty, cieszmy się i radujmy, bo pieprzony styczeń odszedł. Niestety nie w niepamięć. Ale jest luty. Czuję pod skórą, że zdarzy się dużo, zwłaszcza nieprzyjemnych rozmów. Ile osób się na mnie zawiedzie? Ile osób uzna, że moje słowa były nieprawdziwe? Ile osób odczuje mój brak? Fuck it. Zamierzam się dobrze bawić, ale grzecznie. A po słowach: „szczerze powiedziawszy trochę mnie zmartwiłaś, teraz będę się zastanawiać w co znowu wdepnęłaś”, można się tylko śmiać. Przepraszam, nie chcę być niemiła, ale co to znaczy „znowu”? Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek opuszczała moje królestwo syfu. Od tylu lat taplam się w tym brudzie i żyję, więc nie rozumiem, o co chodzi. A może właśnie chodzi o to, żeby ktoś widział to oblepiające wszystko gówno, gdzie rządzi hedonizm i nie ma podziału na dobro i zło, tylko na to, co mi się podoba, a co nie? Może akurat mam ochotę umrzeć na nienawiść do świata? Na coś trzeba.
Pomijające te nadmiernie emocjonalne i popaprane zdania, muszę szczerze wyznać, że osoby martwiące się o mnie są czymś przerażającym, nawet jeśli jest to własna przyjaciółka z sąsiedztwa, z którą znasz się od dziecka. Przerażają, bo martwienie się o mnie to rzecz nienaturalna i nie występująca w przyrodzie. To znaczy występująca, jak mi się niechcący za dużo napisze/powie, a potem robi się afera, że niby planuję samobójstwo. Ta, już zostawiłam list pożegnalny.
Słoneczka wy moje, osoba taka jak ja, która posiada pewne wyznaczniki swej egzystencji, trzyma się ich do końca, nawet jak ledwo ciągnie lub czasem bredzi jak szalona. Fakt, chciałabym już umrzeć, ale naturalnie, a że naturalnie nie nadchodzi, no to sobie żyję czekając aż nadejdzie.
Także nie przesadzajmy. Potrzebuję tylko dużo snu, wypoczynku, zamknięcia pewnych spraw, jednego poważnego pożegnania i końca sesji, która najprawdopodobniej potrwa jeszcze dwa tygodnie, bo brak chęci i skupienia automatycznie odsyła mnie na poprawki. Dzisiaj miało być kolejne rozdanie punktów i pochwalenie się tym, jak pięknie rzeczywistość mi pieprznęła deską po łbie, ale mój indeks z wynikiem otrzymam dopiero w poniedziałek, także do poniedziałku. Chociaż nie wiem. Trzy egzaminy pod rząd to będzie zabawne doświadczenie. Może czekają mnie przymusowe bezsenne noce? Za to później, ja wiem, będzie eldorado.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz