Za każdym razem, gdy moje włosy plącze wiatr, trudno mi uwierzyć, że
jeszcze rok temu były krótsze o dziesięć centymetrów. Skracałam je potem
jeszcze kilka razy, a one zaczęły rosnąć szybciej, co jest normalnym
zjawiskiem, a przynajmniej słyszałam o takiej zależności. Zeszłoroczny
październik miał również kilka słonecznych dni, z błękitnym niebem i
lodowatym wiatrem. Momentami trudno uwierzyć, że przeżyłam te dwanaście
miesięcy tylko po to, aby znowu wrócić do punktu wyjścia. Mogę pochwalić
się jedynie doświadczeniem i kolejnymi zmarszczkami, oraz przekonaniem,
że nie powinnam dożyć dzisiejszego dnia, a jednak jestem, tylko nie
potrafię zrozumieć po co, więc odrzucam rozum i dryfuję wśród marzeń i
snów. Jestem już gdzieś tam, w przyszłości, cieszę się aromatyczną
herbatą, fascynującą książką, widokiem morza rozpościerającym się za
szklaną ścianą, obecnością przyjaciół przygotowujących śniadanie w
kuchni, myślą, że wyjdziemy razem na zakupy, a wieczorem na koncert.
Jestem myślami gdzieś tam, w przyszłości, choć nie wierzę, że tak
prosta, zwyczajna, ale przyjemna i bezpieczna przyszłość nadejdzie.
Przez ostatnie trzy dni wkładałam te same skarpetki. Uświadomienie sobie
tego faktu przeraża, tak jak to, że połowę doby spędzam przed
komputerem. Ostatnio nie wykonuję i wykonuję czynności, które odrobinę
mnie przerażają. Może jako pojedyncze przypadki nie mają większego
wpływu na jakość egzystencji, ale wielokrotnie powtarzane kwalifikują
się pod zaniedbania. Szczerze, sama jestem ciekawa ile można w ten
sposób ciągnąć. Mam przeczucie, że niedługo będę świadkiem morderstwa, a
jeśli nie zobaczę na własne oczy zbrodni, to dotrą do mnie jej dźwięki z
sąsiedniego pokoju. Zauważyłam, że zaczynam odczuwać strach, ale przede
wszystkim czuję się oszukana. Najbardziej chyba boję się tego, że nikt
mi nie uwierzy, bo przekonanie, że posiadasz prawdę, nie oznacza, że
inni ci przytakną, że ujrzą w ten sam sposób, dlatego milczę, obserwuję i
czekam na wielką bitwę, choć tak bardzo nie chcę, żeby nastąpiła.
Przeczytałam „W księżycową jasną noc” Williama Whartona. Szkoda, że
ekranizacja jest dużo słabsza niż książka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz