25.10.2014

834.

Za każdym razem, gdy moje włosy plącze wiatr, trudno mi uwierzyć, że jeszcze rok temu były krótsze o dziesięć centymetrów. Skracałam je potem jeszcze kilka razy, a one zaczęły rosnąć szybciej, co jest normalnym zjawiskiem, a przynajmniej słyszałam o takiej zależności. Zeszłoroczny październik miał również kilka słonecznych dni, z błękitnym niebem i lodowatym wiatrem. Momentami trudno uwierzyć, że przeżyłam te dwanaście miesięcy tylko po to, aby znowu wrócić do punktu wyjścia. Mogę pochwalić się jedynie doświadczeniem i kolejnymi zmarszczkami, oraz przekonaniem, że nie powinnam dożyć dzisiejszego dnia, a jednak jestem, tylko nie potrafię zrozumieć po co, więc odrzucam rozum i dryfuję wśród marzeń i snów. Jestem już gdzieś tam, w przyszłości, cieszę się aromatyczną herbatą, fascynującą książką, widokiem morza rozpościerającym się za szklaną ścianą, obecnością przyjaciół przygotowujących śniadanie w kuchni, myślą, że wyjdziemy razem na zakupy, a wieczorem na koncert. Jestem myślami gdzieś tam, w przyszłości, choć nie wierzę, że tak prosta, zwyczajna, ale przyjemna i bezpieczna przyszłość nadejdzie. Przez ostatnie trzy dni wkładałam te same skarpetki. Uświadomienie sobie tego faktu przeraża, tak jak to, że połowę doby spędzam przed komputerem. Ostatnio nie wykonuję i wykonuję czynności, które odrobinę mnie przerażają. Może jako pojedyncze przypadki nie mają większego wpływu na jakość egzystencji, ale wielokrotnie powtarzane kwalifikują się pod zaniedbania. Szczerze, sama jestem ciekawa ile można w ten sposób ciągnąć. Mam przeczucie, że niedługo będę świadkiem morderstwa, a jeśli nie zobaczę na własne oczy zbrodni, to dotrą do mnie jej dźwięki z sąsiedniego pokoju. Zauważyłam, że zaczynam odczuwać strach, ale przede wszystkim czuję się oszukana. Najbardziej chyba boję się tego, że nikt mi nie uwierzy, bo przekonanie, że posiadasz prawdę, nie oznacza, że inni ci przytakną, że ujrzą w ten sam sposób, dlatego milczę, obserwuję i czekam na wielką bitwę, choć tak bardzo nie chcę, żeby nastąpiła. Przeczytałam „W księżycową jasną noc” Williama Whartona. Szkoda, że ekranizacja jest dużo słabsza niż książka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz