Wywołałam z wilka z lasu. Chciałam, aby
to się skończyło, a dolałam tylko oliwy do ognia, choć nigdy nie
zrozumiem jak prośba wynikająca z bezradności, smutku i strachu mogła
sprawić, że stało się coś tak nierealnego. Właśnie, nierealnego. Minęła
doba, a ja nie mogę uwierzyć, że to działo się naprawdę, krzyki, łzy,
latające przedmioty, wszystko jak we śnie. Myślałam, że ¾ naszej rodziny
to dorosłe osoby, a jednak wszyscy jesteśmy tak samo zagubieni. Życie
jednak toczyć się dalej, na razie w ciszy i wyparciu, z tym złym snem w
tle, który po pewnym czasie zacznie blednąć.
Jednak oprócz tak żałosnego wstępu mam do
opowiedzenia historię mojej małej „choroby”, która zaczęła się dzień
wcześniej. W sobotnie przedpołudnie niespodziewanie zaczęła boleć mnie
klatka piersiowa w okolicy serca, głównie przy głębokich oddechach, i
nie przestała aż do późnego wieczora. Nie chciałam jechać do szpitala na
izbę przyjęć, łudząc się, że ból ustąpi do rana. W nocy miałam jednak
trudności z zaśnięciem, a gdy już udało mi się zmrużyć oczy, śniło mi
się, że nieustannie przewijam posty na twitterze. Do tego czułam w
ciele, że lada dzień zacznie mi się okres, więc na przemian było mi
gorąco i zimno, plus ten cholerny ból w klatce piersiowej, więc miałam
spore trudności ze znalezieniem wygodnej pozycji. Jedynym plusem było
to, że gdzieś pomiędzy śnił mi się Hakyeon, wyraźny, piękny i niemal
realny, czyli miałam jeden z tych snów, które jednocześnie kocham i
nienawidzę. (Zawsze mi przykro, że to tylko sen.) Około piątej nad ranem
w niedzielę postanowiłam udać się do toalety w celu opróżnienia
pęcherza, choć przez jakiś czas, leżąc na łóżku, wmawiałam sobie, że
wcale tego nie potrzebuję. Fizycznie czułam się okropnie, dlatego nie
miałam ochoty się ruszać. Zwlekłam się jednak z łóżka, a potem obudziłam
dopiero kilka kroków dalej, siedząc na podłodze przy drzwiach z
mętlikiem w głowie. Chyba się trochę przestraszyłam. Przed otworzeniem
oczu i rozeznaniem, w jakiej sytuacji się znajduję, miałam wrażenie, że
jestem w jakieś przestrzeni, z której muszę się uwolnić, ale w ogóle nie
wiedziałam gdzie dokładnie jestem, ani do czego mam wracać. Nie
istniały dla mnie pojęcia, tylko ten stan w którym byłam, ciążył mi
przed oczami, chyba nawet słyszałam gdzieś w oddali jak upadam. To było
dziwne uczucie, tak siedzieć przed drzwiami w ciemnościach, choć tak
całkiem ciemno nie było, bo widziałam wyraźnie meble. Zdezorientowana
rozejrzałam się po pomieszczeniu, wstałam, włączyłam światło i patrząc
na łóżko próbowałam sobie przypomnieć, co stało się od momentu wyjścia z
łóżka, ale ten kawałek drogi nie istnieje w mojej pamięci. Zanim
upadłam, musiała zrobić kilka kroków, ale nie jestem pewna jak to się
stało. Cud, że nie rozbiłam sobie głowy, chociaż wiem, że w pewnym
momencie musiałam przytrzymać się ściany. Wiem to, bo moje spocone palce
pozostawiły na niej tłusty ślad, który widnieje tam do tej pory.
Ogólnie to całe przeżycie było podobne do śmierci, choć przecież nie
wiem jak to jest być w takim stanie, ale miałam wrażenie przez te
kilkadziesiąt sekund/kilka minut (nie wiem, ile dokładnie trwał mój stan
omdlenia), że jestem w piekle. Tak oto pierwszy raz w życiu zemdlałam
tracąc przytomność. (Wcześniej zdarzały mi się omdlenia, ale zawsze
wiedziałam co się ze mną dzieje.) Po dziewiątej rano brat zawiózł mnie
do szpitalnej przychodni. Pani pielęgniarką zrobiła mi EKG. Lekarz
przyjął w gabinecie i stwierdził, że zawał mi nie grozi. Moją
dolegliwość powiązał ze zbliżającym się okresem, który zaczął się
wkrótce potem tworząc jeszcze więcej bólu w całym ciele. Dostałam syrop,
niby na nerwy, ale przecież nie byłam niczym specjalnie podenerwowana,
nie mam tylko pracy, przyszłości i normalnej rodziny. Bardziej
zdenerwowana i przejęta byłam podczas ostatniego roku studiów, choć
chyba w sumie wtedy byłam w kolejnym depresyjnym stanie. Lekarz
oznajmił, że moje ciśnienie jest wzorcowe, natomiast tętno niepokojące,
więc mam robić pomiary )sprzętem, którego nie mam), aby stwierdzić jak
to ma się w stosunku do całego miesiąca. Zasugerował, abym kupiła mały
ciśnieniomierz na nadgarstek. Przytaknęłam, wiedząc, że nie stać na
takie „zabawki”. Wydanie czternastu złotych na leki, które przyjęłam
tylko raz, okazało się okropną stratą. Mimo wszystko lekarz był miły,
sto razy lepszy niż niektórzy pracujący w Ośrodka Zdrowia w mojej
miejscowości, do których musiałabym pójść w razie nieustającego bólu w
klatce piersiowej. Tymczasem jest po dwudziestej trzeciej w poniedziałek
i nic mi już nie dolega. To dziwne, ale mam wrażenie, że już podczas
niedzielnej kłótni ból stał się jakby mniejszy. Aż chce się powiedzieć,
nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, ale nie wierzę, że nie ma w
tym wszystkim żadnego haczyka.
Ciszę się, że po dwóch ciężkich nocach w końcu zasnę w spokoju. To znaczy mam taką nadzieję.
Ciszę się, że po dwóch ciężkich nocach w końcu zasnę w spokoju. To znaczy mam taką nadzieję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz