3.05.2018

973.

Patrzę na moje połamane paznokcie i wydaje mi się, że ciężko pracuję. W porównaniu z poprzednią pracą przez osiem godzin mam zajęcie i nie ma chwili, w której muszę udawać, że coś robię i jestem potrzebna. Bycie pożytecznym daje dużą satysfakcję, a poczucie, że nie idzie się do pracy za karę jeszcze większą. Mimo to staram się nie rozmyślać wiele o pracy. Codziennie wstaję z nastawieniem, że idę tam pomóc i będę starać się wykonywać swoje obowiązki najlepiej jak potrafię. Nie chcę myśleć o tym, że w pewien sposób zawsze będę tam obca. Nie chcę przyzwyczajać się do miejsca, z którego będę musiała za jakiś czas zniknąć. Nie wierzę, że wystarczyły trochę ponad dwa miesiące, abym przyzwyczaiła się do czyjejś obecności na tyle, by nie skręcało mi żołądka ze stresu. Co gorsza, już wiem, że kiedyś będzie mi brakować tego wszystkiego, z czym mierzę się co dnia. Uderza mnie to tak bardzo, że czasem popadam w ogromne zdziwienie. W poprzednich pracach, mniej lub bardziej łapałam z kimś kontakt, ale ani razu nie odczułam, że nasza znajomość może potrwać dłużej niż jeden sezon. Prawdopodobnie było tak, ponieważ wcześniej pracowałam z dużą ilością osób, a jako osoba milcząca, która nie lubi zwracać na siebie uwagi, byłam przytłoczona codziennymi posiedzeniami przy kawie, tym bardziej, że ani nie piję kawy, ani nie miałam siły o siódmej rano dzielić się czymkolwiek. W dodatku wiedziałam, że zaraz zniknę sprzed oczy tych ludzi i za bardzo nie chciałam przywiązywać się do nikogo, ani zostawiać po sobie więcej słów niż potrzeba. Gorzej, od początku wchodziłam w nowe środowisko z nastawieniem, że muszę udawać, co nie do końca wychodziło, bo zawsze zrezygnowana popadałam w jeszcze większą niechęć mówienia, może z powodu tego, że w tamtym czasie mogłam mówić tylko o rzeczach przykrych, a banalne rozmowy o pogodzie i jedzeniu wydawały się pozbawione sensu. Nie pisałam o tym, ale któregoś marcowego dnia płakałam w obecnej pracy. Myślę, że ze stresu. Byłam odrobinę przytłacza nowymi obowiązkami, które nie zawsze wychodziły, i czymś innym, bardziej osobistym, więc w końcu wylało się to ze mnie kilkoma łzami na policzkach, a żeby było zabawniej, płakałam przy koledze z pracy, święcie przekonana, że i tak to nie ma sensu, że nie da się zrozumieć tego, o czym ktoś milczy i że trochę wstyd, tak płakać, ale od tamtej pory rzeczy stały się łatwiejsze, a kolega mniej męczący. Nie wie o tym, ale doceniam jego wyrozumiałość i miło mi, kiedy mimo natłoku obowiązków zaczepia mnie i chce ze mną rozmawiać o filmach, nawet jeśli nasz gust jest rozbieżny w tej kwestii. Nie rozumiem, czemu wczoraj stwierdził (mam nadzieję że w żartach), że i tak go nie lubię. Zaskoczyło mnie to tak bardzo, że tylko zaśmiałam się ciepło. Szczerze, w ogóle o tym nie myślę. Czasem wydaje mi się, że straciłam umiejętność rozpoznania, czy lubię kogoś szczerze, czy może jestem tylko miła, bo tak wypada i jeśli czyjaś obecność mi nie ciąży, to wystarczy, ale czy to już lubienie - nie wiem. Co dziwne, nigdy nie mam tego problemu ze znajomościami zawartymi przez internet. Wywierają one na mnie tak duży wpływ i opierają się na czymś więcej niż na rozmowach o pogodzie, że jestem do końca życia zaplątana w rzeczywistość, która nie istnieje obok mnie, a nawet jeśli twarze ludzi oglądam tylko na zdjęciach, moje serce czuje ogromne przywiązanie. Może dlatego tak często bywam zagubiona w tym wszystkim, bo nie wiem, czy to tylko moja wyobraźnia, czy naprawdę bylibyśmy świetnymi przyjaciółmi w innym świecie. Nie wiem, dlatego pracuję. Osiem godzin mija szybko, gdy ciągle się coś robi, tak szybko, że nie wiem, co stało się z kwietniem. Czy on w ogóle był? Połamałam połowę paznokci podczas pakowania przesyłek, nabiłam też mnóstwo siniaków. Chciałabym, żeby od dźwigania towaru wyrobiły mi się mięśnie ramion, ale wiem, że to nierealne. Kilka razy skaleczyłam się przez nieuwagę nożykiem do papieru, ale nauczyłam się przerabiać duże pudła na małe, choć jeszcze nie w ekspresowym tempie. Piszę dziesiątki podobnych maili i zastanawiam się z przerażeniem, co by było, gdyby wszyscy klienci dowiedzieli się, że nie są jedynymi przypadkami. Zestresowana udaję, że znam się na wędkarstwie, gdy klient wypatrzy mnie schowaną za biurkiem (z racji tego że podbieraki zaczęły się wyprzedawać, moja zasłona staje się coraz słabsza). Mimo wszystko cieszę się faktem, że odnalazłam się w miejscu, w którym przecież mogłam się nie odnaleźć. Być może to tylko chwilowe wrażenie, ale na tyle pocieszające, aby codziennie spokojnie zasypiać. W ogóle podczas pracy jestem tak bardzo skupiona na swoich obowiązkach, na byciu tu i teraz, że nie pamiętam o niczym innym. Moimi jedynymi znajomymi są współpracownicy, a ja jestem tylko dziewczyną ze sklepu wędkarskiego, która nie wierzy, że czasem w muszli klozetowej pływają zdechłe rybki  (miały być na sprzedaż jako przynęty, ale zdechło im się przez dzień wolnego) i przy spuszczaniu wody istnieje ryzyko, że zamiast do środka wypłyną na zewnątrz. Tak, wychodzi na to, że nie idę do łazienki zrobić siku, a modlić się o brak potopu. Wiem, okropnie przynudzam i dzielę się rzeczami nieistotnymi, a przecież chciałam jeszcze wspomnieć, że wczoraj po raz pierwszy pojechałam do pracy rowerem, dzięki czemu zaoszczędziłam dziesięć złotych. Wsiadłam na rower dlatego, że z powodu dni wolnych szkoły, kierowcy w mojej miejscowości na ten czas anulowali niektóre kursy. Tamtego dnia spóźniłam się do pracy dwadzieścia minut, które musiałam odrobić (niby nie musiałam, ale chciałam, bo tak powinno być, a z racji tego, że w soboty nie mam rano busa i spóźniam się 40 minut, to w poniedziałki zostaję w pracy dłużej, więc w miniony siedziałam nadprogramową godzinę.) Pogoda dopisała, więc wsiadłam na rower. Zeszłoroczny słoneczny sezon przejeździłem na rowerze brata, a że to “typowy góral”, nie było lekko, i jeździć i dzielić się jednym rowerem, bo dwa pozostałe nie nadają się na długie przejażdżki. Mieć nowy rower, taki, którym jeździ się szybko i lekko, niekoniecznie jak kolaże, ale lepszy od tych dotychczasowych - to dopiero prawdziwe marzenie. Pisałam niedawno, że bilety autobusowe chciałabym zamienić na rower i czasem udarze mnie jak niespodziewanie pomyślenie układają się niektóre sytuacje. Mama dostała od koleżanki z pracy dwa stare rowery, które doprowadził do stanu użytkowania mąż innej koleżanki i tak oto mamy dwa stare-nowe rowery za naprawdę nieduże pieniądze. Jestem wdzięczna temu zbiegowi okoliczności, który nigdy nie jest dla mnie tylko przypadkiem. Do pracy dojechałem w ekspresowym tempie zupełnie niezmęczona. Jutro również pojadę rowerem. Nie mam w planach przejażdżek sześć razy w tygodniu. Organizm potrzebuje regeneracji, a przecież bywa, że pracuję cały dzień fizycznie. Poza tym, jak to kobieta w moim wieku, nadal co miesiąc towarzyszy mi okres. Podejrzewam też, że ten sam widok przez 40 minut dwa razy dziennie sześć razy w tygodniu zwyczajnie może mi zbrzydnąć i myślę, że milej będzie od czasu do czasu przez 15 minut pogapić się nieobecnym wzrokiem przez szybę w busie. Bo nie ukrywam, chciałabym też udać się rowerem nad jezioro i staw i do lasu, chciałabym cieszyć się rowerowymi przejażdżkami, więc nie mogę jeździć codziennie jak szalona, bo potem będzie mi przykro, że mając 99 procent szans na to, aby wpaść na ciebie, zwyczajnie przypadnie mi ten marny jeden procent. Ale nie, nie chcę o tym myśleć w ten sposób. Pamiętam jak ponad rok temu obiecałam sobie, że już nigdy nie odezwę się pierwsza i nie wymuszę na nikim spotkania i chcę taka być, pozwalać ludziom chodzić własnymi drogami, bo nie są mi nic winni. Jeśli tak jak kiedyś, pamiętasz o mnie i w skrytości serca przywołujesz od czasu do czasu na modlitwie; jeśli nadal to robisz, myślisz o mnie raz na jakiś czas, nawet gdy milczymy; nawet jeśli dobrze ci z tym milczeniem, to jestem pocieszona. Wiem, to głupie, pocieszyłam się sama jakimś wyobrażeniem z przeszłości i do tego mam jeszcze głupią nadzieję, że odnajdę je w teraźniejszości, tylko żeby mieć pewność, musiałbym zapytać, ale jak mam to zrobić, jeśli… jeśli milczymy. (Naprawdę mam ochotę na końcu tego zdania wstawić "xD".)

6.05.2018
Wystarczyły dwa dni od wpisu, abyśmy minęli się naprawdę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz