Uwielbiam takie niespodzianki jak dzisiaj. Myślę o kimś od kilku dni, a potem, gdy już zbiorę się w sobie i zdecyduje napisać, kilka godzin przed moją wiadomością wpadam na tę osobę zupełnie przypadkowo. Dzisiaj w sklepie. Nie chciało mi się zajeżdżać nigdzie po pracy, zwłaszcza, że byłam rowerem, więc poruszanie się po mieście, gdzie brak ścieżek rowerowych w centrum, jest niewygodne i zajmuje dużo czasu, podjechałem więc wieczorem do marketu u siebie i co, oto idę między półkami z żywnością, a na samym końcu przy dziale z pieczywem stoi ona, moja piękna ciężarna kobieta i czuję jak cała moja dusza rozświetla się na jedno spotkanie naszych spojrzeń. Pewnie mogłybyśmy stać tam i rozmawiać do zamknięcia sklepu, ale zdecydowałyśmy spotkać się w lepszych komfortowych warunkach w tym tygodniu. Na początku maja wpadłam na jej siostrę bliźniaczkę w podobny sposób. Tamtym razem wracałam z niedzielnej mszy, a ona, najpiękniejsza matka Polka, która musiała mierzyć się z niejedną stratą czegoś, co ważne jest dla każdej kobiety i przepłakałam dużo w ciągu ostatnich lat, szła z mężem, pchając wózek, w którym leżał słodki i przystojny mały mężczyzna o dużych brązowych oczach. Myślałam o niej na kilka dni przed spotkaniem i chciałam napisać, lecz oto wyłoniła się przede mną ze swoim ciepłym uśmiechem. Wiem, wiem, miałam ułatwioną sytuację. Przecież były moimi sąsiadkami, więc skoro od czasu do czasu odwiedzają dom rodzinny, mogę wpaść na nie w tym czasie wyjątkowo łatwo. Czasem słyszę ich głosy przez otwarte okno i wiem, że są, przyjechały, może na chwilę i może nie zawsze mają czas na spotkanie, bo rodzina i inne sprawy, to robi mi się ciepło na sercu widząc, że za ogrodzeniem stoi ich dom i są tam one i nie mam nikogo, z kim byłabym zżyta w ten mocny wyjątkowy sposób, a jednocześnie żałowała wszystkich swoich niedojrzałych zamknięć w sobie. Wiecie, jeśli myślę o bezwarunkowej miłości, to myślę właśnie o naszej przyjaźni. Znamy się niemal całe życie, bez pierwszych ośmiu lat, i myślę sobie, po co mi te smutne noce i myślenie o tych, którzy przestali odzywać się do mnie bez powodu, jeśli powinnam pielęgnować coś, co mam od tylu lat. A żeby nie zadręczać się poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie, skąd ta niezrozumiała cisza i czemu inni znikają, obwiniam siebie, a to na pewno niezdrowe, więc czemu wprowadzam się w stan choroby. Nie wiem, bo jestem głupia. Ale czasem to robię, idę miastem i myślę sobie, że chciałabym wpaść na ciebie, czy ciebie, i robi mi się obrzydliwie smutno, bo wiem, że to nierealne, a potem łapie się na tym, że chodzę z tą myślą rok, a może i kilka lat, i jestem zła, bo chciałabym udawać całe życie, że nie mam serca. Udawać przed sobą. Ostatnimi czasy jednak moje serce przypomina o swym istnieniu i wszystko mi się miesza. A potem ktoś znajomy wpada na mnie i mówi, że schudłam, albo że ładnie wyglądam i myślę sobie, to jest dopiero szczęście, gdy tracisz na wadze bez odchudzania, albo jesteś ładnym przy odrobinie wysiłku, choć osobiście ani chudym się nie nazwiesz, ani ładnym. Tak, ten wpis nie ma większego sensu, tylko księżyc świeci jasno, mnie dopadł katar i nie mogę doczekać się, gdy naprawdę na ciebie wpadnę, bądź gotowy, bo zbiera mi się od roku na płacz. I nie, nie piszę tego, aby mnie żałować, czy szantażować kogoś emocjonalnie. Jestem daleka od takich tanich zagrywek. Uważam nawet za całkiem zabawny, tej mój dramatyzm, bo mi już chce się tylko śmiać, bo naprawdę na starość postanowiłam zostać optymistką. I myślę sobie, że to nie ma znaczenia; nie ważne jak długo się znamy i kim dla siebie jesteśmy, moja dusza rozświetla się na widok każdego tak samo, jak na widok moich sąsiadek, bo wszyscy jesteście dla mnie wyjątkowi, nawet gdy byliście przy moim boku tylko na chwilę, nawet jeśli byliście tylko słowem pisanym. Jestem wdzięczna i z tą myślą kładę się dzisiaj spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz