Dzisiaj będzie krótko, tak sobie mówię, ale będzie. Nie wiem, co jest nie tak z sobotami, ale kolejny raz pogoda drastycznie psuje się właśnie w ten dzień, kiedy muszę jechać rowerem do pracy. Niby nie muszę, bo szefowej nie przeszkadza, gdy spóźnię się podróżując busem, ale mi lepiej, jeśli przybywam na czas, nie rozumiem, czemu się tak poświęcam. Przecież wiedziałam, że będzie padać, ale przelotny deszcz nie miał być przelotną ulewą, i tak po raz kolejny wróciłam do domu jak zmokła kura, bo im bliżej domu byłam, tym bardziej wjeżdżałam w kolejne fale deszczu, ale za to pod domem powitało mnie jasne niebo. Jak dobrze, że był to ciepły letni deszcz i mogłam zmienić ubrania. Gdyby spotkało mnie do w drugą stronę, nie wiem, jak miałabym siedzieć w pracy w mokrych, przylepionych do nóg spodniach, a tym bardziej bez spodni. Wzięłam prysznic, przebrałam się, zjadłam i wyruszyłem rowerem do sklepu, bo przecież w tym domu ktoś musiał kupić alkohol na jutrzejszą imprezę. W połowie drogi (ale sklep mam blisko, w sumie to dziwne, że mieszkam na wsi, a mamy tu dużo sklepów, może nawet za dużo jak na taką niewielką miejscowość) postanowiłam się wrócić po dowód osobisty i to nie tak, że uważa, że jest mi potrzebny, ale w tamtym roku proszono mnie o dowód, więc wolałam dmuchać na zimne. Pani przy kasie spoglądała podejrzliwie w moją stronę, ale nic nie powiedziała. Wiecie, bo ja naprawdę wyglądam mylnie dziewczęco, albo po prostu brzydko, i daleko mi do seksownej kobiety, która podkreśla to jeszcze makijażem i ubraniami, a jak już wydobędę z siebie głos to brzmię jeszcze młodziej. Zazdroszczę trochę tym dziewczynom, które niezależnie od tego, co na siebie włożą, wyglądają atrakcyjnie i kobieco. Wychodząc ze sklepu i trzymając torbę, nawet nie plastikową siatkę, ale materiałową torbę, którą zawsze ze sobą noszę, i co, wypadła mi z rąk, nie mam pojęcia, jak to się stało, ale szklane butelki uderzyły o bruk. Trzeba być mną, aby mieć tyle szczęścia w nieszczęściu, bo żadna się nie rozbiła. Gdyby było na odwrót, płakałbym nad rozlanym cennym trunkiem niczym alkoholik, choć nie szkoda byłby mi ulatniających się procentów, ale wydanych pieniędzy na coś takiego jak alkohol. Ten dźwięk odbijającego się o siebie szkła sprawił, że zrobiło się głupio z powodu bycia taką niezdarą. Dobrze, że widziała to tylko jedna osoba, i słyszała, bo przecież w takich momentach trzeba skomentować na głos sytuację, dobrze, że nie przekleństwem. Myślę, że powinnam oduczyć się mówienia do siebie na głos, w dodatku po koreańsku. Niby pozwala mi to utrwalić język, ale niektóre słowa brzmią podejrzanie po polsku, przy czym oznaczają zupełnie co innego niż po koreańsku i mogą z tego wychodzić dziwne sytuacje. Nie wiem, czemu pocztówka nie dotarła, ale wyślę drugą. Wiesz, że musiałam napisać do kogoś, do kogoś nie miałam i nie powinnam już pisać, ale chciałam i nie wiedziałam jak, i to że Twoja kartka się zagubiła gdzieś w polskim świecie trochę mi pomogło, bo musiałam spytać czy tamta też dotarła. Niestety pomogło to tylko na chwilę, bo nie dostałam odpowiedzi po odczytaniu wiadomości a przecież wystarczyło krótkie “tak” lub równie krótkie “nie”, nic więcej, a jednak i to wygląda jak problem, lub może moja wyobraźnia znów jest problemem. Jestem tutaj zbyt szczera, nawet przed samą sobą, zwłaszcza, że Ci o których tutaj wspominam poznali ten adres, choć wygląda na to, że nigdy tu nie wrócili. To daje mi nadzieję, że mogę napisać tu o wszystkim bez jakichkolwiek konsekwencji. Jutrzejsza rodzinna impreza na pewno aktywuje we mnie mnóstwo przemyśleń, ale postaram się tak prędko nie zamieszczać kolejnego wpisu, bo można oszaleć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz