3.12.2019

1060

Jestem w pracy, jestem bardzo bardzo zmęczona, miesiączka wysysa ze mnie resztki życiowej energii, która i tak jest na wyczerpaniu. Wzięłam tabletkę przeciwbólową, więc boli mniej, ale jestem senna, mogłaby paść na biurko i nie obudzić się już dzisiaj. Jestem nieszczęśliwa. Moja cera wygląda jak sto nieszczęść. Nie mogę patrzeć na zaczerwieniania, a jednak patrzę w lustro obsesyjnie i ze strachem po kilkadziesiąt razy w ciągu dnia, jakby samo patrzenie miało mnie uchronić przed pojawieniem się kolejnych nieprzyjaciół. Boję się pomyśleć, ile wydałam pieniędzy na pielęgnację twarzy, która mi nie pomogła. Spędziłam wiele godzin na czytaniu opinii i składów kosmetyków, a ostatecznie wszystko wsmarowuję w ciało, bo twarz nie lubi się z tym, co kupiłam. Jestem zmęczona, bo ciągle szukam głupiego kremu nawilżającego, pęka mi głowa od myślenia o tym, jak sobie pomóc. Czasem przejmuję się tym za bardzo, czasem ogarnia mnie chłodna obojętność. Żaden z tych stanów nie wskazuje na to, że jest dobrze.  
Jestem w domu, nadal czuję się kiepsko. Wróciłam z pracy i pozwoliłam sobie na godzinną drzemkę, które nie przyniosła odpoczynku. Jestem zmęczona i senna, umyłam się i niedługo położę się spać. Znowu myślę o kremie i o tym, że kolejny wieczór został zmarnowany, bo nie miałam czasu na poszukiwania tego idealnego, choć taki nie istnieje.
Cały czas myślę o tym, że jeszcze kilka tygodni temu pojawiłabym się tam jakby nigdy nic, w swojej najlepsze sukience, ale wreszcie dotarło do mnie, jak bezsensowny byłby to pomysł. Zrozumiałam, że nie chcesz mnie widzieć i nie ma miejsca dla kogoś takiego jak ja w twoim wielkim świecie sukcesu. Przez jakiś czas będzie mi jeszcze trochę przykro, ale niedługo, bo w odniesieniu do faktu, że i tak wszyscy umrzemy, to nie będzie miało najmniejszego znaczenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz