Oto jestem, aby zamieścić ostatni w tym roku, na przekór wszystkiemu, pozytywny wpis. Kiedy myślę o dobrych rzeczach, myślę o warszawskim spotkaniu z K., o spotkaniu z dziewczynami ze studiów, o przepisanych wieczorach z M. i K., które pomniejszają moją pustkę, o spotkaniach z bliźniaczkami, które tyle lat znoszą moje towarzystwo, bezinteresownych wypadach z siostrą cioteczną i jej córeczką, za które jestem wdzięczna, choć nie potrafię tej wdzięczności wyrazić, o A. i E., które choć zajęte swoim życiem i wielkimi przemianami znajdowały czas, aby ponarzekać ze mną na los. Mogę być też wdzięczna za coś tak oczywistego jak zdrowie (fizyczne) i pracę, która mnie niszczy mnie w cichy podstępny sposób, ale to szczegół, bo miło mieć grosz przy duszy. Nie potrafię jednak zapomnieć o tych wszystkich zawodach, o tym, że nie było dnia, w którym nie zastanawiałabym się po co to wszystko i zasypiała bez żalu, że nie potrafię dojść do tego, po co to wszystko. Pamiętam Drogę Krzyżową na Majdanku, Noc Kultury, może był jeszcze Festiwal Cydru, o którym przed chwilą przypomniała mi K. i niewinnej wycieczce do kościoła Mariawitów. Czy naprawdę byłam tam w innym celu, niż powinnam? Sama już nie wiem. Jestem zawiedziona tym, kim byłam w tym roku. Widzicie, nie potrafię napisać pozytywnego wpisu. Nigdy nie potrafiłam. Nigdy nie zrozumiem, czemu w te ostatnie dni roku dopada mnie parszywy nastrój. Może dlatego że z każdym rokiem naprawdę dociera do mnie, że to nie ma sensu. Przykro mi. Czy kiedykolwiek zmienię siebie?
p.s. No i oczywiście w tym roku zniszczyłam sobie twarz. (:
p.s. No i oczywiście w tym roku zniszczyłam sobie twarz. (:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz