Całkiem niedawno wspominałam tutaj o jakimś pozytywnym wpisie. Tak, to jeszcze nie ta pora i nie ten czas moi drodzy nieistniejący czytelnicy. Zastanawiam się, czy znajdę czas w tym roku na napisanie tych kilku zdań wdzięczności. Tymczasem mam otwartych dwadzieścia kart w przeglądarce i próbuję zrobić to co zawsze - wybrać krem, ale zmęczyło mnie czytanie składników kremów, bo w każdym jest ten sam syf. Ciężko mi się skupić na czymkolwiek. Poza tym lada chwila wybije dwudziesta trzecia. Myślę sobie, że potrzebuję tygodnia w odosobnieniu i ciszy, a potem przypominam sobie, że mój świat od kilku lat nie jest cichy. Jeśli chodzi o ciebie, najbardziej obawiam się w weekendów, że to co na tygodniu zagłuszają codziennie obowiązki, w sobotę i niedzielę wypłynie ze mnie w najgorszym ze sposób, że stanę przed lustrem i zniszczę twarz, wiedząc, że nie szukasz ze mną kontaktu. Ale naprawdę, ostatni tydzień był dobry jeśli chodzi o moją samokontrolę. Martwi mnie tak dużo rzeczy, ale to nie tak, że się zamartwiam. Mam świadomość gdzieś z tyłu głowy, że są rzeczy, które powinnam zrobić, ale ich nie robię ich, bo nie potrafię, bo nie wiem jak zacząć, bo skończyły mi się pomysły na rozwiązania. Za to dotarło do mnie, że tak dużo czasu i energii życiowej poświęciłam na rozwikłanie zagadki jednej znajomości, że zaniedbałam innych znajomych, a co gorsza zagadka nie została rozwiązana. Jestem tak zagubiona, gdy próbuję o tym myśleć, że postanowiłam poddać się na dobre, może to przyniesie jakieś rozwiązanie, rzucenie tego wszystkiego w niebyt.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz