14.03.2020

1078.

Będę pisać tutaj codziennie, jeśli ma to mi pomóc w czymkolwiek. Dzisiaj nastał ciąg dalszy rozdłubywania twarzy, bo wystarczyło wpaść na pomysł, aby wziąć do ręki lusterko. Siedziałam tak dwie godziny, wpatrzona w swoją twarz. Cały dzień zerkałam w lustro. Jest 23, a pięć minut temu znów byłam przed lustrem. To się nigdy nie skończy. Moja skóra regeneruje się coraz gorzej. Pocieszam się myślą, że przymus siedzenia w domu chroni mnie przed złym nastrojem. Myślę sobie, tydzień z dala od ludzi, dwa tygodnie z dala od spojrzeń, to bardzo dużo, żeby doprowadzić cerę do jakiegoś porządku. Jest  dwadzieścia sześć minut po 23, powinnam leżeć w łóżku. Moje plany o wczesnym śnie i regularnym trybie życia też rozpadają się bardzo szybko. Moja cera nie wypocznie podczas snu. Nie wiem, może w końcu zacznę pić więcej wody, może to mnie uratuje. Muszę oficjalnie, a to jedyne oficjalne miejsce, muszę oficjalnie gdzieś przyrzec, że nie dotknę swojej twarzy poza wieczornym myciem każdego dnia. Nie wbiję już palców. Nie rozdrapię do krwi skóry. Będę dbać o siebie każdego dnia. Będę myć regularnie włosy, bo mogę przestać wraz z myślą, że po co, skoro zwiążę i tyle. Boję się, że ta przymusowa izolacja pogłębi we mnie to, co najgorsze, że przegram z samą sobą, ze swoimi lękami, z natręctwami i wszystkim. Ale od jutra będzie lepiej. Kiedyś musi być lepiej, więc czemu nie mogłoby być tak od jutra.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz