Wczoraj, a może to było przedwczoraj, gdy leżałam już na łóżku w ciemności, dotarło do mnie, że ta cała epidemia wyeliminowała mój największy problem - przestałam myśleć o jakimś spotkaniu, które mogło mnie czekać. Teraz czeka nas siedzenie w domu, więc kiedy się spotkamy, jeśli mielibyśmy się w końcu spotkać? Dziwnie mi z tym wszystkim. Jako ktoś ze skłonnościami introwertycznymi oraz ktoś kto to zawsze izolował się od świata, nagle nie potrafię odnaleźć się w tej sytuacji. Może dlatego, że nie zmieniło się prawie nic. Jedyną różnicą jest to, że pracuję przed komputerem w domu, a nie przy biurku w piwnicy. Jestem zmęczona od ciągłego promieniowania urządzeń. Powraca zagubienie i przygnębienie. Znowu wzięłam się za późno za pisanie. Moja bezsenność sięga niebezpiecznych granic. Jeśli wybiję się z regularnego rytmu snu, rozsypię się całkowicie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz