Prosiłam o osobę, która pomoże rozwiązać mi ten problem i oto jest? Nie jestem pewna. Ale przerasta mnie to tak bardzo, że chwytam każdą szansę, a potem żałuję, że kolejna osoba musi poznać historię o tym, jak spędza mi sen z powiek ta jedna “obsesja”, bo jak inaczej to nazwać. Balansuję między niechęcią, a nadzieją. Nie potrafię już racjonalnie myśleć w tej jednej sprawie i bardzo chciałabym, aby było po sprawie, lecz nie wiem, jak zrobić “po sprawie”, jeśli wszystko jest coraz większym zamętem. Wpakowałam się w to na własne życzenie? Nie wiem. Jedyne rozwiązanie jakie obecnie znam to ucieczka. Mówię sobie "nie" i mam nadzieję, że to coś, będzie coraz bardziej odsuwać się ode mnie, aż samo zniknie, tak po prostu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz