Już trzeci raz spróbowałam zostać blondynką i można uznać, że jestem nią bardziej niż ostatnio i może chciałbym rozjaśnić włosy jeszcze mocniej, ale wystarczy tego malowania nim zostanę łysa. To nie tak, że brak włosów uważam za coś złego, tyle osób chorujących na raka traci je podczas chemii, ale moja wątpliwa uroda bez włosów całkowicie by wygasła. Mogę snuć rozmyślania o włosach, ale na koniec dnia liczy się tylko to, że chciałabym żyć bez bólu. Gdybym dane mi było takie życie od nowa, chciałabym dorosnąć. Może, bo nie wiem, czy to mi się opłaca. Z dorastaniem też wiąże się ból. Więc jeżdżę rowerem w te okropne tegoroczne mrozy - ani razu nie przeziębiłam się po takiej przejażdżce - i czekam na wiosnę, bo marzy mi się spacer w kwiecistej sukience; pot na skroniach i ciężki oddech od zmęczenia, łyk lodowatej wody z bąbelkami i ostatni taniec. Chciałabym umrzeć podczas zachodu słońca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz