Napisałabym, że dzisiaj mnie nic nie boli, ale gdybym dotknęła jakiegoś miejsca na swoim ciele na pewno odezwałby się ból. Zaczęłam oglądać dating diaries pewnej młodej youtuberki. Poznała chłopaka, również youtubera, spędzali ze sobą mnóstwo czasu przez internet, wymieniali się radami odnośnie do swojej pracy, dzielili też wiele wspólnych zachowań związanych z codziennym życiem i planami na przyszłość. Spotykali się również na żywo, ale w pewnym momencie dotarło do niej, że ona nie czuje nic, a on już wpadł po uszy. Przyznał się, tak jak ona przyznała się, że nie wyjdzie z tego nic. Najgorsza sytuacja. Nic nie czujesz, ale mimo to darzysz drugą osobę sympatią i nie chcesz jej zranić. Darzysz sympatią na tyle, że chcesz obecności tej osoby w swoim życiu, ale dociera do ciebie, że ta osoba nie będzie zadowolona z przyjaźni. A potem jest ci przykro, że ktoś się stara, pokonuje dla ciebie kilometry, przywozili ulubione książki, pamięta o drobnych rzeczach, a ty w zamian masz do zaoferowania tylko rozczarowanie i odrzucenie, bo przecież nie można zmusić się do czegoś tak ważnego jak związek. Rzeczywistość, chce się rzec brutalna, nie jest tym samym co radosne internetowe życie. Bywam miła dla ludzi, bo tak trzeba i wypada, bo tak zachowują się grzeczne dzieci, a potem każdy odbiera moje zainteresowanie jako zauroczenie. Nie raz robiły się z tego kłopoty, które kończyły się w ten sam sposób - zerwaniem kontaktu dla dobra wszystkich. Dla odmiany, jedyna osoba, na której zależało mi od 18 roku życia do momentu mojego udaru (bo udar uzdrawia cudownie ze wszystkich chorych uczuć), zwyczajnie wykorzystała moje bycie miłą i pomocną, a potem zrobiła najgorszą rzecz, po tylu latach wspierania z mojej strony, nie odezwała się słowem widząc w jakiej sytuacji się znalazłam. Co więcej, nie zabolało mnie to (bo gdy wali się życie takie rzeczy już nie mają znaczenia), wprawiło tylko w osłupienie. Tak mi dobrze nie czuć nic, nie uczestniczyć w tym świecie osób dorosłych, gdzie trzeba kierować swoimi romantycznymi uczuciami. Wzdrygam się z lekkim obrzydzeniem na myśl o tym, że mogłabym się zakochać w kimkolwiek kiedykolwiek i dotknąć jakiejś osoby w intymny sposób. Chroń mnie Panie przed takim nieszczęściem. Zamykam oczy i przypominam sobie jak leżeliśmy latem na dachu galerii. Ciekawie czy dla kogoś z tam zgromadzonych wyglądaliśmy jak para, którą nigdy nie będziemy. Zrozumiałam to w momencie, gdy wyjawiłeś mi swój sekret (choć moje są gorsze z punktu widzenia mężczyzny i całkiem nie do przeskoczenia) i zrozumiałam też, że jednocześnie nie potrafię nie mieć cię w swoim życiu. Gdy nie pisaliśmy ze sobą przez pewien czas, nawet zapomniałam, że istniejesz. Jaka jest więc prawda? Tego jeszcze nie wiem. Czytam wszystkie maile od początku, raz na miesiąc, jakbym chciała znaleźć odpowiedź w tych sprzecznych informacjach. Oglądam te wszystkie programy telewizyjne, gdzie łączą ludzi w pary, aby poobserwować to życie obce i niezrozumiałe, ale przez to fascynujące. Czy to naprawdę tak bardzo pożądana w tym życiu rzecz - znalezienie kogoś - że warto sprzedać swój wizerunek, intymność i myśli w telewizji, aby tylko osiągnąć cel? Nagrałam kiedyś wideo, dla kogoś, nigdy go nie wysłałam, och, Bóg nade mną czuwa, bo wysłuchałam tego wczoraj, zupełnie przez przypadek, szukałam czegoś innego, i chyba nie wybaczyłabym sobie nigdy, gdybym musiała nosić ciężar tamtych słów po dzień dzisiejszy. Za to mam pamiątkę z tego jak uroczą, ale brzydką pyzą byłam. I mam pamiątkę moich krzywych zębów. Teraz uśmiecham się do lustra i myślę sobie, nic mnie nie bawi, ale za to mam ładny uśmiech. Mógłby być jeszcze warty milion dolarów, których potrzebuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz