Patrzę na szczawik, który rozwinął się jak szalony, w przeciwieństwie do mnie. Nastała jesień, a on lada moment zakwitnie. Chyba to ciepło kaloryferów go ożywiło, mimo że nie stoi na parapecie. Czuję się lepiej fizycznie, oby badania krwi, które muszę zrobić niebawem wyszły lepiej niż w poprzednim miesiącu. Właściwie to muszą, nie ma innej opcji. Gdybym miała od nowa zacząć tę pielgrzymkę po gabinetach lekarskich dosłownie bym oszalała. Chciałabym pójść do pracy w trybie natychmiastowym, ale moje możliwości są opłakane, więc chce mi się płakać. Ktoś w sierpniu wstawił na facebooku zdjęcie z podpisem “Na stacji życie zawsze wsiadam do złego pociągu”. Minęły dwa miesiące, a mi w głowie siedzi to zdanie, z tym zdjęciem z pustego peronu pośród pól, a na nim ty, kimkolwiek teraz jesteś. Czasem myślę, że potrzebuję tej znajomości otwierającej drzwi do polskich szpitali i poradni bez kolejek. Chciałabym mieć rzeczy załatwiane po znajomości, ale pozostaje mi ciągle męczyć się ze wszystkim samej. Bezsensowna wizyta u psychiatry; na psychoterapię już nie idę. Uznałam, że i to nie ma sensu, jeśli nie mogę wybrać tego kogo chcę. Nie mam ochoty brać udziału w NFZ-towskiej loterii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz