14.12.2025

1805.

Po przedwczorajszej nocy przyszła noc wczorajsza. Położyłam się z nadzieją, bo przecież siedział sam i grał. Włożyłam zatyczki w uszy, bo nawet ten okropny pisk i bicie własnego serca są bardziej znośnie niż sąsiad na górze. Położyłam się spać zmęczona, ale obudziłam się dwie godziny później cała spocona. Niestety, ale nie odkrywam się przez sen, przeważnie bywam zakryta po samą szyję mimo że nie mam w domu aż tak zimno. Przypomniała mi się wcześniejsza noc i chwilę później zaczęłam mieć drgawki, których nie mogłam opanować. Wstałam do toalety. Potem chciałam się ponownie położyć na łóżku, ale drżałam. Zapaliłam lampkę, usiadłam i włożyłam zatyczki do uszu, bo znowu go usłyszałam jak drze się do komputera. Siedziałam i czekałam aż wszystko minie. Bardziej niż te nie do opanowania drgawki denerwowało mnie szybko bijące serce. Cholerne serce. Tym razem wszystko ustało szybciej. Powiedziałam sobie, że nie pokona mnie coś takiego - błahostka. Nie po to przeszłam wiele trudnych sytuacji w życiu, aby przegrać z czymś tak żałosnym. Rozumiem, że każdy w różny sposób radzi sobie z cierpieniem, rozumiem, że ma matkę alkoholiczkę i złodziejkę, że zostawał z nią sam, gdy ojciec był długo w pracy i rozumiem, że poczuł wolność, gdy zostawili mu mieszkanie, ale nigdy nie zrozumiem, jak ludzie, którzy doświadczyli cierpienia, potem wyżywają się na innych, gdy są proszeni o coś tak normalnego jak cisza w nocy. Nie rozumiem jak można być tak podłym. Nie rozumiem jak można ranić innych, gdy samemu zostało się zranionym. Nigdy tego nie zrozumiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz