26.12.2025

1808.

Ten rok dobiega końca. Zbiera się wszystko we mnie, całe moje życie. Mogłabym usiąść i wylać morze łez, aby na końcu w nich zatonąć, bo przecież nie potrafię pływać. Myślę o tym roku jako całości i nie pamiętam wiele. W zeszłoroczne święta cierpiałam fizycznie i psychicznie, nie spałam całą noc z 24 na 25, bo przecież młodzież musiała hucznie świętować narodziny Jezusa, wlewając w siebie litry alkoholu. W tym roku było spokojnie, bez nerwów, cicha noc, święta noc, modliłam się o to kilka dni. W tegoroczne święta czuję się też lepiej fizycznie. Życie bez anemii jest ciepłe, a czasem nawet za gorące. Już nie dziwię się czemu niektórzy ubierają się tak cienko w zimie, rozumiem, bo mają więcej hemoglobiny tak jak ja teraz. Jestem rumiana, a moja rozrzedzona krew podbija jeszcze tę barwę, zwłaszcza, gdy z zimnego dworu wchodzę do ciepłego domu. Nie pamiętam co robiłam w zeszłorocznego Sylwestra. Chyba czekałam aż imprezowicze wystrzelają fajerwerki i petardy, abym mogła położyć w spokoju głowę na poduszce i zasnąć. Potem była zima. A może jej nie było? Nie pamiętam nic. Przebiłam w tym roku sześć razy oponę, na szkłach, prawdopodobnie alkoholików, bo kto inny rzuca butelkami w asfalt? Może ktoś wyrzuca je przez okna samochodów? Powinnam nauczyć się zmieniać opony sama, ale dopóki mam braci, mogę tego nie potrafić. W tym roku nadal cierpiałam fizycznie; ciągle za dużo, aby żyć godnie jak człowiek. Czasem leżałam pokonana bólem i płakałam chcąc umrzeć, jednocześnie wiedząc, że nigdy nie będę potrafiła wyeliminować się jednym pociągnięciem spustu. Leżałam też na dachu galerii obok kogoś kogo nie powinnam i pomyślałam sobie, że w tamtym momencie mogłabym zniknąć, poczułam się tak bardzo spokojna i szczęśliwa, a jednocześnie zagubiona i niepasująca do tego świata. Bo jak napisał kiedyś Grzegorz Musiał: ja pochodzę z zupełnie innego czasu, Z Czasu Nigdy Niedokonanego. Zawsze to będzie dla mnie problem nie do przeskoczenia. Brak mi odwagi, aby zaistnieć. Byłam u lekarzy, różnych, na szczęście wycieczki po gabinetach lekarskich nie trwały długo, a niektóre nawet za krótko, jak leczenie psychiatryczne. Nie jestem przekonana, czy podjęłam dobrą decyzję rezygnując tak szybko, te leki okazały się wyjątkowo niedobrane, ale jeśli dzięki temu nie obciążam rodziny dodatkowymi kosztami to myślę, że dam radę do końca. Dałam radę pięć lat, czemu nie miałbym i sześciu? Najwięcej w tym roku płakałam z niesprawiedliwości na świecie, choć nie mam tu na myśli świata całego, ale nasz świat, mój i Twój i moich znajomych. Płakałam z bezsilności. Ale tak naprawdę nadal płaczę mało w porównaniu z latami przeszłymi. W tym roku zgubiłam siebie i odnaleźć się nie mogę. Brak mi nawet siły, aby szukać. Szukałam głównie lekarstwa na fizyczny ból i spokojny sen i nie znalazłam. Zniszczył we mnie coś małoletni sąsiad swoim istnieniem. Czasem leżałam w łóżku z niedowierzaniem, że tak żałośnie wygląda moje życie i nie mam żadnych środków, aby zmienić cokolwiek. Nie opuszczało mnie poczucie niesprawiedliwości. Nie opuszczały mnie chore myśli o nas, o których nigdy nie miałabym tu odwagi napisać. Bo pękam w środku, wewnątrz siebie, w ciszy, bez świadku, wszystko zostanie tylko dla mnie i we mnie na zawsze. Niektóre marzenia są, tak kruche, że lepiej nie wypowiadać ich na głos. Ten rok był jednym z gorszych w moim życiu i dobrze, że zbliża się ku końcowi. Jak dobrze, że wszystko się kiedyś kończy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz