13.12.2025

1804.

Jak to się stało, że moje życie wygląda tak jak teraz? Mam wrażenie, że prawie wszystko dzieje się poza moją kontrolą. Życie mi się przydarza i tak przydarzają mi się sąsiedzi, nieustannie. Jak to się stało, że przez ponad dwadzieścia lat było spokojnie, a potem zaczęło się robić coraz gorzej i gorzej, aż do teraz. Małoletni sąsiad jak obiecał tak zrobił. Codziennie przyprowadza kolegów, bo może, bo mieszka na najwyższym piętrze i wolno mu wszystko, przede wszystkim robić mi na złość. Myślę, że robi to specjalnie, bo przerosło go upokorzenie, że jest w końcu dorosły, a ktoś śmie zwracać mu uwagę. Niesamowite, że raz w stresie zwracał się do mnie per pani, a innym razem jak do koleżanki mówiąc, że i tak będzie robił co zechce, bo potem wyjeżdża. Myślę, że wyjazd się nie uda, a nawet jeśli do niego dojdzie, wróci z podkulonym ogonem. Budzą mnie po nocach krzyki, głośne rozmowy, walenie w biurko, bieganie po klatce, budzi to tylko mnie, bo przecież to ja mam w sobie ból, który nie pozwala mi na spokojny sen. Ach, i pokój na tej samej kondygnacji. Wczoraj przebrała się miarka. Stało się coś, co nawet zaskoczyło mnie. Nie mogłam do nich pójść, poszła moja mama, o dziwo, sąsiad zero godności, wysłała do otworzenia drzwi kolegę. Obiecali, że będą cicho, nie byli. Obudziłam się po godzinie snu, mimo że miałam wciśnięte w uszy zatyczki. Obudziłam się z niedowierzaniem. Czułam się i tak źle fizycznie, liczyłam, że sen pozwoli zapomnieć o rozdzierającym bólu, ale wstałam do toalety, a oni nadal tam byli, głośni. Mój organizm zareagował w dziwny sposób, stresem. Nie wiem, co to było. Moje stopy stały się lodowate, a twarz gorąca, tak jak pamiętnego dnia udaru. Dostałam okropnych drgawek całego ciała, których nie mogłam opanować. Im bardziej chciałam uspokoić się równomiernym oddychaniem, w tym gorszą panikę wpadałam nie mogąc nic zrobić ze swoim ciałem. Mój brat w swoim pokoju jeszcze nie spał. Zawołałam go z bezradności. Siedziałam w kuchni na stołku trzęsąc się jak galareta, on stał przy mnie, rozmawialiśmy. Piłam wodę, cały czas, bo suchość w gardle stała się nie do zniesienie. Próbowałam się uspokoić oddechami. Nic. Przyszedł czas na zmierzenie ciśnienia. Kosmos, wyskoczyło do góry, serce w spoczynku prawie 150 (gdzie normalnie mam max 70). Pokazało arytmię, drugi raz w życiu. Może to przez te drgawki ręki pomiar był niewłaściwy? Dobrze, że nie mam już anemii, bo z pewnością bym zemdlała. Długo trwało to coś, nie chciałam żadnej karetki, po co. Może daliby mi coś w zastrzyku na uspokojenie, ale wiedziałam, że muszę to opanować sama, bo żaden szpital nie jest gotowy na mnie. Jeśli to był atak paniki i jeśli będzie się powtarzał, musiałam to wytrzymać sama. Wdech wydech. Starałam odciągnąć swoją uwagę od walącego w piersi serca i zapełnić myśli czymś innym. Poczułam się na tyle lepiej, aby wrócić do swojego pokoju, ale poleżałam chwilę, usłyszałam ich i drgawki znowu wróciły. Brat zlitował się nade mną i zamienił pokojami. Gdy wszyscy byli już gotowi do snu koledzy opuścili lokal u góry. Zrobili mi krzywdę, a potem wyszli jakby nigdy nic. Brat rano potwierdził, że też ich słyszał leżąc w moim pokoju. W nocy budziłam się co mniej więcej godzinę przez te litry wody, które w siebie wlałam. Nie śniło mi się nic. Grudzień to najgorszy czas w roku, zawsze tak było i nigdy nie jest inaczej, nigdy nie miałam szczęścia w grudniu, choć nie o szczęście tu chodzi a nadzieję, którą zmienia życia. Boże, uratuj mnie lub zabierz. Nie mam siły na nic. Ból fizyczny i psychiczny jest ponad moje siły. Czasem zamykam oczy i widzę jak wjeżdża we mnie samochód i nie ma mnie ani żadnego problemu. Kiedyś będę wyjeżdżać w grudniu na rekolekcje i zamykać się w klasztorze przed całym światem, aby odnaleźć się na nowo. Kiedyś. Tymczasem jestem tu. Nie rozumiem, czemu to jest moje życie. Nie zrobiłam nigdy nikomu krzywdy (świadomej), a wszyscy dookoła krzywdzą mnie (nieświadomie?). Urząd Pracy pierwszy raz w życiu wysłał mi smsa z propozycją pracy, taką pode mnie, może by coś z tego wyszło, gdyby nie brak dojazdu na 5 raną na drugi koniec świata. Śmieszne to wszystko, choć nadal się nie śmieję. Boli mnie bycie kobietą, to jak zmienia się moje ciało, jak rządzą nim hormony, jak coraz bardziej się boję, że kiedyś będę musiała wyjść z domu w taki krwawy dzień i zostanę i stracę wszystko za każdym razem, gdy przegram ze swoim ciałem, którego nie chcę. Chciałabym już być bytem nie ziemskim, chciałabym być już w świecie bez chorób i zmartwień. Nikt kto nie walczył codziennie z bólem, nie zrozumie moich pragnień. Grudzień mija tak szybko. Zgubiłam telefon, na chwilę, w koszu z szalikami i czapkami. Chodziłam z niedowierzaniem po sklepie szukając zguby, a po dłuższym czasie zrezygnowana pomodliłam się do św. Antoniego, wzięłam ostatni zamach ręką i był mój telefon, leżał, Chwała Panu. Nie rozumiem za to, czemu dziewczyna pracująca, którą poprosiłam o pomoc, a która nie mogła do mnie zadzwonić na telefon przez wewnętrzny regulamin sklepu, gdy zobaczyła mnie tydzień później spytała, czy znowu nie zgubiłam telefonu. Bezsensu. Było minęło. Czemu ma służyć rozpamiętywanie przez obce osoby mojego roztargnienia? Dlatego unikam kontaktu z obcymi. Przypominają mi o zakłopotaniu, wstydzie i trudnościach. Ta dziewczyna nie wie, że zbierałam się kilka minut zanim weszłam z powrotem do sklepu i poprosiłam o pomoc. Nie wie, że byłam w stanie wrócić do domu bez telefonu, aby tylko nie wchodzić w interakcje z kimś obcym i nie powiadomić go o swojej żałosnej sytuacji. Wolałam zostać bez telefonu niż czuć wstyd za każdym razem, gdy będę pojawiać się w tym miejscu. Mam nadzieję, że dzisiejszej nocy będę spać jak kamień skoro wczorajsza okazała się koszmarem. Mam nadzieję, że nie wybudzi mnie jak po udarze bijące zestresowane serce. Nie mam siły na powtarzanie wszystkiego od nowa. Utrata kontroli to najgorsza rzecz w życiu. Jeśli nie masz oparcia chociaż w jednej rzeczy, nie masz nic. Zaczęłam układać puzzle z kotami, które kupiłam dwa lata temu. Upłynęło wiele czasu zanim do nich zasiadłam. Chciałam w ten sposób przekierować swoje myśli na coś innego niż ten cały bałagan dookoła mnie. Szło mi jednak kiepsko i z układaniem i ze skupieniem. Puzzle to trudna układanka. Zupełnie jak życie. Czasem trzeba wiele wysiłku, aby złożyć wszystko w sensowną całość. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz