6.05.2013

744. Zakładam stary Hamam, pośrodku miasta.*





Droga siostro, odchodzę powoli z guzem gardła, ale stary problem pozostaje. Wiedziałam, że nigdy nie wrócę. Najlepiej, żebyśmy nie rozstawały się tak gorzko, ale ty chyba nie zejdziesz z tej drogi, jak sądzę. Mam nadzieję, że przeczytasz ten list i może kiedyś, gdy urazy miną, odpiszesz. Stambuł jest tym, czego szukałam. Jestem tu tylko tydzień, a on już zapiera mi oddech… Zmarnowałam tak dużo czasu, nim tu dotarłam… Czuję, jakby on czekał właśnie na mnie cicho, a ja gnałam zmęczona nieprzydatnym życiem. Rzeczy tu płyną wolniej i łagodnie. Ten lekki wiaterek rozwiewa me niepokoje i sprawia, że moje ciało drży. W końcu mam ochotę zacząć wszystko od początku.*

Nie znam Turcji. Język turecki słyszę jedynie, gdy słucham zespołu Gripin. Kilka dni temu obejrzałam film „Hamam – łaźnia turecka” (1997) – debiut Frezana Ozpeteka (włoskiego reżysera pochodzenia tureckiego) – i przeniosłam się do Stambułu, czując wkoło siebie klimat tego miejsca, zarysowany niezwykle delikatnie, ale wyraziście; muzyką, wspomnieniami, rekwizytami, miejscami i ludźmi. Nie chcę streszczać fabuły filmu, bo każdy może poszukać w internecie opisu tego, jak młody architekt dostał w spadku po zmarłej ciotce dom i turecką łaźnię. Z Włoch udał się do Turcji, by sprzedać odziedziczony majątek, jednak magiczna, orientalna rzeczywistość, wypełniona obyczajami i gościnnością oraz zmysłowy i męski świat hamamu, skusił go tak bardzo, że postanowił zostać na dłużej. Pojawia się tu homoseksualna fascynacja głównego bohatera, jednak jest ona jedynie zarysowana, choć ważna dla całego rozwoju akcji – w końcu Francesco ma żonę, która także zajmuje znaczące miejsce w całym filmie. A film dla mnie był przede wszystkim opowieścią o ludziach, których połączył Stambuł oraz niebanalna historia, która do końca podsycała ciekawość. Dawno nie żałowałam tak bardzo obejrzenia filmu, ponieważ wrażenia podczas pierwszego seansu są niepowtarzalne, a te były mocne, a przez to piękne. Lubię być poruszana. Lubię tęsknić za czymś, co nie należy do mnie, jednocześnie będąc częścią mnie. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że oko kamery widzi świat inaczej. Wiem też, że zakochuję się bez głowy w miastach, tak obcych i oddalony, tak bardzo nie należących do mnie, bo jestem tutaj, gdzie wiatr bywa pusty. Oceniam film wysoko, bo trafił we właściwe miejsca; znów czegoś mi brak. Istanbul Uyurken.

Nastał październik, w którym Stambuł nagle staje się szary. Lato znika nagle, ni z tego ni z owego, co zawsze mnie zdumiewa. Może dlatego, że przyjechałam tu w czasie wakacji. A kiedy nastaje jesień, to nagle, tak jak teraz, wracam myślami do Włoch i popadam w melancholię. Budzę się rano i próbuję sobie wyobrazić, co robisz, gdy się obudzisz, co jesz na śniadanie… Może opatulasz się, bo jest zimno… Może myślisz o mnie czasem. Gdy nastaje jesień, odczuwam samotność, moja Giuliano. Wtedy myślę o małym Francesco. Bardzo chcę wiedzieć jaki on jest, w jakie gry lubi grać, jakie lubi smakołyki… Jakie ma myśli. Jestem pewna, że jest tak samo inteligentny | i zamknięty w sobie jak i ty. Twój syn a mój jedyny bratanek… Czy kiedykolwiek rozmawiasz z nim na mój temat? Chętnie bym zobaczyła, kiedy staje się taki, jak swój ojciec: silny, dzielny i świadomy, ze spojrzeniem pełnych pragnień i silnymi ramionami, zdolnymi je spełnić. Mam nadzieję, że rośnie wolny i szczęśliwy, bo on jeden może cieszyć się życiem, moja Giuliano. Choć jeden musi…*

Czy Francesco był szczęśliwy? Film zna odpowiedź na to pytanie.
____
(Słowa oznaczone gwiazdką(*) pochodzą z filmu „Hamam– łaźnia turecka”.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz