Droga siostro, odchodzę powoli z
guzem gardła, ale stary problem pozostaje. Wiedziałam, że nigdy nie
wrócę. Najlepiej, żebyśmy nie rozstawały się tak gorzko, ale ty chyba
nie zejdziesz z tej drogi, jak sądzę. Mam nadzieję, że przeczytasz ten
list i może kiedyś, gdy urazy miną, odpiszesz. Stambuł jest tym, czego
szukałam. Jestem tu tylko tydzień, a on już zapiera mi oddech…
Zmarnowałam tak dużo czasu, nim tu dotarłam… Czuję, jakby on czekał
właśnie na mnie cicho, a ja gnałam zmęczona nieprzydatnym życiem. Rzeczy
tu płyną wolniej i łagodnie. Ten lekki wiaterek rozwiewa me niepokoje i
sprawia, że moje ciało drży. W końcu mam ochotę zacząć wszystko od
początku.*
Nie znam Turcji. Język turecki słyszę
jedynie, gdy słucham zespołu Gripin. Kilka dni temu obejrzałam film
„Hamam – łaźnia turecka” (1997) – debiut Frezana Ozpeteka (włoskiego
reżysera pochodzenia tureckiego) – i przeniosłam się do Stambułu, czując
wkoło siebie klimat tego miejsca, zarysowany niezwykle delikatnie, ale
wyraziście; muzyką, wspomnieniami, rekwizytami, miejscami i ludźmi. Nie
chcę streszczać fabuły filmu, bo każdy może poszukać w internecie opisu
tego, jak młody architekt dostał w spadku po zmarłej ciotce dom i
turecką łaźnię. Z Włoch udał się do Turcji, by sprzedać odziedziczony
majątek, jednak magiczna, orientalna rzeczywistość, wypełniona
obyczajami i gościnnością oraz zmysłowy i męski świat hamamu, skusił go
tak bardzo, że postanowił zostać na dłużej. Pojawia się tu homoseksualna
fascynacja głównego bohatera, jednak jest ona jedynie zarysowana, choć
ważna dla całego rozwoju akcji – w końcu Francesco ma żonę, która także
zajmuje znaczące miejsce w całym filmie. A film dla mnie był przede
wszystkim opowieścią o ludziach, których połączył Stambuł oraz
niebanalna historia, która do końca podsycała ciekawość. Dawno nie
żałowałam tak bardzo obejrzenia filmu, ponieważ wrażenia podczas
pierwszego seansu są niepowtarzalne, a te były mocne, a przez to piękne.
Lubię być poruszana. Lubię tęsknić za czymś, co nie należy do mnie,
jednocześnie będąc częścią mnie. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego,
że oko kamery widzi świat inaczej. Wiem też, że zakochuję się bez głowy w
miastach, tak obcych i oddalony, tak bardzo nie należących do mnie, bo
jestem tutaj, gdzie wiatr bywa pusty. Oceniam film wysoko, bo trafił we
właściwe miejsca; znów czegoś mi brak. Istanbul Uyurken.
Nastał październik, w którym Stambuł
nagle staje się szary. Lato znika nagle, ni z tego ni z owego, co zawsze
mnie zdumiewa. Może dlatego, że przyjechałam tu w czasie wakacji. A
kiedy nastaje jesień, to nagle, tak jak teraz, wracam myślami do Włoch i
popadam w melancholię. Budzę się rano i próbuję sobie wyobrazić, co
robisz, gdy się obudzisz, co jesz na śniadanie… Może opatulasz się, bo
jest zimno… Może myślisz o mnie czasem. Gdy nastaje jesień, odczuwam
samotność, moja Giuliano. Wtedy myślę o małym Francesco. Bardzo chcę
wiedzieć jaki on jest, w jakie gry lubi grać, jakie lubi smakołyki…
Jakie ma myśli. Jestem pewna, że jest tak samo inteligentny | i
zamknięty w sobie jak i ty. Twój syn a mój jedyny bratanek… Czy
kiedykolwiek rozmawiasz z nim na mój temat? Chętnie bym zobaczyła, kiedy
staje się taki, jak swój ojciec: silny, dzielny i świadomy, ze
spojrzeniem pełnych pragnień i silnymi ramionami, zdolnymi je spełnić.
Mam nadzieję, że rośnie wolny i szczęśliwy, bo on jeden może cieszyć się
życiem, moja Giuliano. Choć jeden musi…*
____
(Słowa oznaczone gwiazdką(*) pochodzą z filmu „Hamam– łaźnia turecka”.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz