4.05.2013

743. „Emy, should I stop?”

Nastał maj; chłodny we wschodniej części Polski. Podejrzewam, że nie tylko tutaj. Wiatr, deszcz, pochmurne niebo. Nie jestem w stanie zliczyć wszystkich burz, które miały miejsce w ciągu ostatnich trzech dni. Ciągle marzną mi dłonie i stopy. Powietrze w pokojach jest zimne. Jednak zewnętrzna aura nie zlewa się ze stanem mojego samopoczucia. Coś rozgrzewającego krąży w mojej krwi. Czy można czuć, że dusza jest ciepła?
Ostatnie noce były naznaczone szczerymi rozmowami. Dowiedziałam się zaskakujących rzeczy. Gratuluję pomysłu zaciągnięcia mnie podstępem w pewne miejsce. Naprawdę byłam aż tak nieswoja i zamknięta, że stopień martwienia się o mnie przekroczył granice przyzwoitości? Naprawdę nie mogłam załatwić tego wszystkiego sama? W końcu ostatecznie na śmierć i życie grałam sama ze sobą. Twierdzenie, że mogłabym przegrać, choć już ze sto razy udowodniłam, że potrafię wychodzić z sytuacji pozornie oznaczonych przeze mnie jako „bez wyjścia” wydaje się przesadzone. Może jawię się jako człowiek bezsilny i nie raz zatapiałam się w bezsilności, ale odkryłam Źródło siły. Uodporniłam się też z wiekiem. Nie odmawiajcie mi dojrzałości. Nie zabierajcie możliwości przechodzenia przez próby, które wyznaczają nową, lepszą drogę myślom. Dobrze. Nikomu nie zabraniam przejmowania się; bywa, ze sama zachowuję się jak „opiekunka pokrzywdzonych”, ale rozmawiajcie ze mną wprost, zamiast potajemnie rozmyślać o sposobach ratowania.
Ostatnie noce były naznaczone szczerymi rozmowami. Wyjawiłam, być może, zakazujące rzeczy. Nie przypuszczałam, że dotrę do momentu, w którym zdecyduję się na wyjaśnienie czegoś, co może nawet nie było potrzebne do wyjaśnienia, bo należało do tajemnego działu moich myśli. Jednak przeczucie, że powinnam być szczera i uwolnić siebie od głupiego przekonania, że nabroiłam, nawet jeśli nikt tego nie odczuł, nie dawało mi spokoju od dawna i wiem, że powracałoby dopóki nie zdecydowałabym się na oczyszczenie. Dziwnie pozostać z myślą, że się udało. Jakbym poskładała do kupy rozbity na tysiąc kawałków kolorowy wazon, nie kalecząc się przy tym. Oczywiście rysy, wyznaczające miejsca wcześniejszych pęknięć są widoczne i będą przypominać o tym, co było, ale wazon nadal nadaje się do użytku. Szkoda byłoby go wyrzucać do śmieci, gdyby jednak nie udało się nic uratować. Wtedy zostawiałabym jakiś kawałek na pamiątkę, ale jest inaczej. Będę mogła wypełnić go nowymi, świeżymi uczuciami; teraz trochę doskwiera mi pustka. Bo jestem wolna, ale z drugiej strony nie posiadam żadnej konkretnej myśli, która dawałaby mi poczucie trwania. Na kręcenie się w koło studenckich spaw nie jestem jeszcze gotowa, ciągle przedłużając dni lenistwa. Wiecie. Nawet przez moment było mi żal zostawiać tę piękną tragedię; wszystkie notki z przełomu jesieni i zimy są tak bardzo nieaktualne, a jednak, gdy powracam do tamtych słów, widzę jak ładnie i prosto nasączałam zdania chorymi emocjami. Każde rozstanie jest na swój sposób smutne. Zawsze coś we mnie tęskni. Jakby brakowało mi moich dawnych wcieleń, których z drugiej strony przecież się wstydzę, a nawet nienawidzę. Jednak, gdybym miała możliwość cofnięcia, nie zrobiłabym tego nigdy. Z przeszłości należy jedynie wciągać wnioski; nigdy nie należy próbować jej przywrócić.
Na koniec chcę wspomnieć, że śniło mi się jak ktoś do mnie strzela z pistoletu i trafia prosto w brzuch, tworząc dziurę na wylot. Oczywiście czułam moment przebicia i ból, lecz nieznaczny. Sennik podaje, że postrzał w tą część ciała oznacza poczucie zranienia w sensie psychicznym. Biorąc pod uwagę, że był to sen w noc po pierwszej z dwóch poważnych rozmów, mogę powiedzieć, że chyba musiałam ostatecznie od-śnić przeszłość, bo obecnie nie czuję się zraniona w żadnym sensie. Zresztą, nie wierzę w senniki, ale dla zabawy czasem sięgam, by określić zaskakujące obrazy.

*
If I don’t recover
Sell this house and find
Something lost outside your window
Not forever
But on the night I die
I swear
I’ll sleep outside your window.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz