19.05.2013

746. Zlepek myśli.

Komary już dawno zdradzają swoją obecność cichym bzyczeniem i bezbolesnymi ukłuciami podczas nocnego snu, po których zostaje mnóstwo śladów. Obecnie jestem dość obficie oznakowana na rękach i nogach. Te owady zawsze lubiły moją krew. To przypomina mi o nachodzącym lecie i przywołuje na myśl zeszłoroczne.
Czas zatoczył koło. Powróciłam do tego, czego tak bardzo pragnęłam, początku, choć bagaż doświadczeń nadal jest ze mną. Pamiętam, gdy napięcie rosło, nastał punkt kulminacyjny, a na końcu wszystko zaczęło opadać. Niewiarygodne. Otrzymałam wszystko, czego po cichu chciałam przez lata i to wszystko mnie zgubiło. Byłam kimś, by panicznie znów chcieć stać się nikim; idąc jeszcze dalej – nawet niczym(nieistniejącym). Błądziłam obficie. Teraz jestem przeszłością w oczach innych, bo przypisują mi cechy, które wygasły. Pierwszy raz ze stuprocentową pewnością wiem, że postąpiłam dobrze i ta myśl mnie zawsze pociesza w chwilach rozbijających ustalony porządek. Tak, znów uderzam w poważny ton, ale brak w nim melancholii. To czysta analiza.
Tylko czasem zdarza mi się obejmować wzrokiem twarze, które spoglądają na mnie ze zdjęć i coś ściska mnie w żołądku. Jest mi słabo, gdy pomyślę o naszych spotkaniach za sto lat. Mówiłam wiele; czasem mi wstyd, ale mój emocjonalny stosunek i nielubienie siebie w każdym wspomnieniu tak działa. Jednak odpowiedzialności za słowa się nie wyrzekam.
Mimo to bywa, że już nie chcę nikogo spotykać. Bywa, że z trudnością przywołuję postacie. Czasem mam wrażenie, że nie będę mogła spojrzeć wam w oczy, bo zdarłam zbyt wiele zasłon i ogołociłam myśli. Popełniłam mnóstwo błędów, teraz się na nich uczę. Widzę też wszystkie różnice między nami. Zawsze widziałam. Miejsca mojego bytowania są wypełnione osobami, z którymi nie łączy mnie wiele poza miłymi, radosnymi chwilami. Nie mówię, że to źle, ale to daje nietrwałość, gdy pójdziemy dalej. Nasze światopoglądy się mijają. Wiem, w którym miejscu nastałby nasze sprzeczki. Ja ciągle szukam prawdy, nie osobistych wynurzeń, a wy? Pewnie wszyscy błądzimy.
Mówią: z kim przestajesz, takim się stajesz. Moja dygresja jest teraz daleka. Patrzę na zeszłoroczny maj i moje stwierdzenie, że jesteśmy podobne. Każdy dzień na uczelni mówi mi, że wszystko się zmieniło, bo zmiana zaszła we mnie, bo już nie błądzę i więcej rozumiem. Nie umiem patrzeć jak pogardzacie innymi. Czy głupio pisać, że nie jestem smutna z powodu, że nasze drogi kiedyś się rozejdą? Czy będziecie mieli mi za złe, że mówiłam dużo i byłam miła? Dałam się poznać, a teraz chcę dać się zapomnieć? Tak dziwnie. Pierwszy raz mnie to spotyka. Jeszcze rok.
Ale przed wami, jeszcze nie spotkanymi, nie będę uciekać. Mimo to nie będę też pragnąć i dążyć, bo to nie cel ostateczny moich dni. Jeśli los skrzyżuje nasze drogi, odnajdę odwagę i wyjdę z ukrycia, w które teraz się zatapiam. Puszczam was wolno, nawet ze swoich myśli. Przynajmniej staram się to robić. Idzie mi coraz lepiej. Zabić siebie we własnej głowie i narodzić się ponownie. Chciałabym wygrać.
Tymczasem odczuwam dziwny niepokój. Pięć tygodni nauki, z czego dwa sesji. Przez to mój obraz rzeczywistości znów zaczyna być chwiejny, bo życie zyskuje szybszy rytm, a czas się kurczy. Z niedzieli na poniedziałek cierpię na lekką bezsenność, a pobudka o szóstej nie pociesza. (Tak, już kiedyś o tym wspominałam.) Muszę zrobić niewielkie zakupy na wtorkową wycieczkę, aby z pragnienia i głodu nie umrzeć. A wieczorem pójść na mszę i do spowiedzi, która zawsze była dla mnie czymś trudnym, bo konfesjonał to nie poradnia psychologiczna, a duchowa, więc rozeznać swoje winy w sumieniu zachwianym ciężej.
We wtorek wycieczka, o której już wspomniałam, choć na studiach nazywa się to objazdem naukowym. Niezależnie, jak określimy wyjazd, oznaczać on będzie pobudkę o świecie i dużo chodzenia. Nie mam ochoty. Muszę uczyć się na kolokwium, czytać Myśl nieoswojoną (idzie mi to opornie), a do tego mam umówioną we czwartek wizytę u dentysty. Cieszę się za to na sobotni powrót wokalisty po wypadku samochodowym. Dwa miesiące działalności zespołu bez niego były jakieś nieswoje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz