Przetrwałam wszystko czego miałam nie przetrwać, czyli wyszło jak
zwykle. Wytrzymasz - powiedział. - Nawet wyobrażenia nie masz,
ile można wytrzymać. Tak,
świętej pamięci Marek Hłasko z pewnością wiedział o czym pisze. Przeszłam
gastroskopię w znieczuleniu miejscowym i kolonoskopię bez znieczulenia, bo nie
chciałam dostać w żyłę i stracić nad sobą kontroli, a wiem, wiem to na pewno,
że mówiłabym same głupoty, bo noszę w sobie zbyt wiele niewypowiedzianych słów i zaczęłyby płynąć ze mnie jak rwący potok. Zamiast błogiego stanu senności i
błądzenia na pograniczu jawy i snu, wolałam cierpieć jak nigdy dotąd. Wcześniej zdarzyło mi się to podczas operacyjnego usuwania ósemek. Znieczulenie ledwo działo, bo zabiegi trwały tak długo, że nawet dwa zastrzyki w dziąsło nie
pomogły. Zęby były wyjątkowo trudne do usunięcia, więc jelita też musiały być
wyjątkowo ciężkie do przebrnięcia dla endoskopu. Czemu nie, po co mieć łatwo,
jak na koniec można zrobić z siebie bohatera roku. Twardy ze mnie zawodnik i
mam duży próg wytrzymałości na ból fizyczny, ale szczerze mówiąc, myślałam, że tym razem nie
przetrwam, choć w sumie nie wiem o czym dokładnie myślałam leżąc tam, z rurką w
tyłku, chyba tylko o tym, że nie chcę znieczulenia i nie chcę leżeć na oddziale
dwie godziny, bo i tak czekałam trzy godziny na swoją kolej. Przeszłam badanie „na
żywca” i uważam, że jest do przejścia, choć nie jestem pewna, czy zgodziłabym
się na drugie. Miałam wrażenie, że ktoś od środka chce przebić mój brzuch pięścią.
Przy takim bólu nie liczy się nic. Jesteś tylko ty i twój ból, właściwie jesteś
bólem, i bez różnicy, że masz śmieszne gacie z dziurą na tyłku, że patrzy na
ciebie młody lekarz i nawet nie czujesz wstydu, bo wiesz, że to praca, a nie
prywatne spotkanie, nawet nie jest ci wstyd za swoje ciało i za nic, tylko ten
ból, chcesz żeby minął jak najszybciej i nie wiesz co ze sobą zrobić, czy
krzyczeć czy przygryzać wargi. Na szczęście asystująca pani pielęgniarka
wspierała mnie jak mogła, słowem i czynem. Niesamowite, że samo trzymanie za
ręce daje tyle wsparcia. Chciałabym, aby ktoś trzymał mnie za ręce w najtrudniejszych
chwilach mojego życia, ale moje dłonie są zawsze zimne i puste, pewnie dlatego
i ja taka bywam. Czasem chciałabym złapać kogoś za rękę, ale boję, że odbierze
to niewłaściwie i wyjdzie z tego więcej niepotrzebnych nieporozumień. Czasem myślę, że zwykłe trzymanie za ręce może przynieść wiele bólu i chyba wiem, skąd mi się to wzięło. Boże, to lato było nieprzewidywalne. Początkowo
badanie wykonywała przyszła pani doktor, czyli nadal ucząca się dziewczyna (to
nie była jej pierwsza kolonoskopia), co mi nie przeszkadzało, miałam zaufanie
do tych ludzi, a kończył lekarz, bo żeby przebrnąć przez moje jelita trzeba
było więcej wprawy. Zerkałam na twarze lekarzy, widziałam ich pełne
skupienie i zero reakcji na moje jęki boleści. Myślę, że lekarze muszą być
twardzi, muszą mieć przekonanie, że nie robią krzywdy. Ból podczas kolonoskopii
powstaje z powodu wdmuchiwania powietrza do światła jelita albo podczas „prześlizgiwania
się” przez zakręty. Zadawali mi ból, ale realnie nie robili krzywdy. W momentach bezbolesnych,
a było ich więcej niż bólu, patrzyłam na ekran i podziwiałam swoje wnętrzności.
Uroczy widok, zwłaszcza jak ma się zdrowe jelita. Ach, więc po co było tyle
bólu i męczarni? Tylko dla pewności. Mam zdrowie jelita. Badanie trwało zadziwiająco krótko, 15
minut, bo nie trzeba było pobierać wycinków. (Za to odebrałam wynik gastroskopii;
okazało się, że pobrali ich aż 8(!), dlatego tak okropnie dłużyło mi się w
trakcie.) Kiedy badanie dobiegło końca i endoskop zaczął opuszczać moje jelita,
leżałam spokojnie, zmęczona i chyba szczęśliwa, choć nie przesadzałabym z tym określeniem,
po prostu poczułam ulgę. Przekręciłam głowę na bok i spojrzałam na stojącego lekarza.
Patrzył na mnie, wprost w moje oczy. Dziwne uczucie. Czy wyglądałam tak
tragicznie? O czym pomyślał? Jak długo lekarze przechowują w pamięci pacjentów?
Jak często przeprowadzają badania młodych jak ja osób? Zapisałam oczami kilka migawek
z badania, przechowuję obrazy w głowie jak zdjęcia, i nie wiem czemu, ale poza wnętrzem
swoich jelit, moich dłoni w dłoniach pielęgniarki, profilu dziewczyny
wykonującej badanie i endoskopu w jej rękach oraz pielęgniarki, która niespodziewanie pojawiła się w okienku jak na stołówce, jakby chciała wydać obiad, a tak naprawdę potrzebowała czegoś akurat z sali, w której miałam wykonywanie badanie i akurat w momencie, w którym myślałam, że zejdę z tego świata (teraz ten obraz mnie bawi), zapamiętam
oczy tego lekarza, choć nie mam zielonego pojęcia jak się nazywał. Mój lekarz
prowadzący, z racji tego, że kieruje Kliniką Gastroenterologii, znowu nie miał
czasu wykonać badania, więc zrobił to ktoś inny. Jestem wdzięczna tym ludziom, że dobrze się mną zaopiekowali. W poniedziałek wizyta z
wynikami i konsultacje u gastrologa i hematologa. Nie trzeba być specjalistą (choć chyba minęłam się z powołaniem, przez ostatni rok tak dużo naczytałam
się o chorobach i lekach, że mogę spokojnie udzielać podstawowych porad), żeby
odczytać negatywny wynik gastroskopii. I tak oto zagadka mojej anemii z niedoboru żelaza
zostaje rozwiązana po roku. Bakteria w żołądku. (Bakteria, która żywi się żelazem. Ciągle brałam żelazo w tabletkach, miesiącami, tak, bo to pierwsze co robi się przy anemii - zaleca się suplementację.) Likwidacja takiej bakterii to
antybiotyki plus inne leki, a antybiotyk to najgorsze co może być, bo osłabia i niszczy ciało, obniża odporność, a odbudowanie flory bakteryjnej jelit po antybiotykach
trwa nawet pół roku. Przykro mi Łukasz, ale tego piwa napijemy się chyba za sto
lat. Jeśli nadal będziesz chciał, za te sto lat ze mną pić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz