31.12.2016

917.

Ledwo ciepłe kaloryfery, zepsuty bojler i brak ciepłej wody, popsuta pralka, niedotrzymane obietnice, nieustanny brak zdrowia, pustka w miejscu żołądka, brak apetytu, zmęczenie, jakże cudowna końcówka roku. Mam ochotę nagadać komuś jeszcze dzisiaj, w ten ostatni dzień roku, ale nie mogę, bo nie jestem taka, to znaczy pewnie jestem, ale chcę udawać, że nie, skoro wytrzymałam kilka miesięcy, wytrzyma jeszcze kilka dni. Jest dopiero po dwudziestej, pewnie za dwie godziny położę się spać z nadzieją, że leki znowu nie zabrały mi chęci do życia. Ostatni dzień roku jest dla mnie zawsze wyjątkowo parszywy. Wątpię już nawet w to, że wasza obecność pocieszyłaby mnie choć trochę, a przecież jeszcze kilkanaście dni temu tak bardzo chciałam rzucić się wam na szyję. Mimo to mam odrobinę nadziei, że nadchodzący rok okaże się łaskawszy dla nas wszystkich, a jeśli nie, chcę umrzeć młodo i bez poczucia winy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz