Dziesięciodniowe leczenie wymęczyło mnie jak nigdy żadna choroba w życiu, a i tak jego skuteczność będzie można określić po czasie. Mroczki przed moimi oczami nadal są. Czy miały związek z bakterią, skoro nie miały związku z niedoborem żelaza i hemoglobiny, bo ostatnia morfologia wyszła bardzo dobrze? Czy jeśli miały związek bakterią to znaczy, że bakteria nie zniknęła, jeśli nadal są? A jeśli nie mają związku ani z bakterią ani z morfologią, czy tracę wzrok? Czas do okulisty? Nic nie trzyma się całości i moje roczne leczenie nadal nie przynosi odpowiedzi, a to mroczki przed oczami skłoniły mnie do odwiedzenia lekarza pierwszego kontaktu. Po lekach ilość uderzeń serca na minutę przyspieszyła. A może to problemy z tarczycą, zasugerował lekarz. Mój język przez leki się zmienił. Jak długo będę musiała czekać na powrót do normalnego stanu? Czy to tylko obraz toksyn, a może brak kolejnych witamin? Może to niedobór witaminy B12, mimo że wykluczono chorobę trzewną? Czemu moje ciało tak bardzo mnie nie lubi? W którym miejscu moja odporność zawodzi? Pamiętam, gdy byłam nastolatką, któregoś dnia przyszła mi do głowy myśl, że będę cierpieć za wszystkie zaniedbania i akty nienawiści skierowane w stronę swojego ciała. Czy dzieje się to teraz? A może wymyśliłam to wszystko? Wczoraj przed snem wzięłam ostatnią dawkę leków. Dzisiaj nadal odczuwam ich skutki uboczne. Toksyny krążą w moim organizmie. Ciągle ten okropny gorzki posmak w ustach. Straciłam apetyt. Denerwuje mnie bicie własnego serca. Mam suchą cerę. Mam wrażenie, że zamiast brzucha mam pustkę. Jestem osłabiona, jak to bywa po antybiotykach. Zastanawiam się kiedy moje dobre samopoczucie wróci. Nie pamiętam jak to jest dobrze się czuć i boję się myśli, że już zawsze mogę czuć się źle. To nierozsądne tak myśleć, ale czy ktoś kiedyś powiedział, że jestem rozsądną dziewczyną?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz