3.12.2016

911.

Znowu trwam w tym „cudownym” stanie, gdy teraźniejszość jest tak przykra, że liczy się tylko jej przetrwanie. Chciałabym już połowę przyszłego tygodnia. Nie chcę dobrych wyników badań, ani bezproblemowego załatwienia wpadki fundacji, ani wyjaśnienia tych zagadkowych znajomości. Chciałabym tylko, aby było po wszystkim, wtorek rano, żebym mogła zjeść smaczne śniadanie i nie odczuwać fizycznego bólu, ani zmęczenia z powodu odwodnienia i głodu. Nagle okazuje się, że oprócz tego chciałabym, aby pisk z moich uszu zniknął, bo dzisiaj dodatkowo boli mnie głowa, a nie mogę wziąć tabletki ze względu na poniedziałkowe badanie. I przypominam sobie, że chciałabym tak wiele rzeczy, których nie powinnam chcieć, biorąc pod uwagę rozsądek, bo przecież nie chciałabym umrzeć ze strachu, ani ponosić konsekwencji tego wszystkiego, o czym śnię po nocach. Jestem za słaba na normalne, zdrowe życie. Jakie to śmieszne. Chyba jak cały ten rok. Znowu wiem czego nie chcę, zamiast wiedzieć czego chcę.  Całe życie przez zaprzeczenie. Czy kiedyś będzie inaczej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz