8.12.2016

913.

Poniedziałek był długi. Obudziłam się zmęczona. Miałam trzy pobudki w środku nocy na dwie przespane godziny. Później czekałam trzy godziny na badanie, trzy na powrót do domu. Mój brat chciał odwiedzić kolegę przebywającego w szpitalu, a że nie udało mu się przed południem, musiał zrobić drugie podejście. Wejść z nim nie mogłam, więc zostałam sama w samochodzie, mając przed sobą jedynie widok na chodnik, po którym co jakiś czas powolnym krokiem sunęli ludzi. Nie wiedziałam ile przyjdzie mi czekać, ale miałam nudzić się i marznąć. Uratowałby mnie telefon z dostępem do internetu, ale takiego nie posiadam więc otulona kurtką, z kapturem na głowie siedziałam wbita w fotel i wpatrywałam się przed siebie. Marzyłam o ciepłym prysznic i śnie. Nie wiem ile czasu minęło, gdy zobaczyłam sylwetkę mojego ojca. Pomyślałam, że pomógł mojemu bratu wejść na właściwy oddział i udał się w drogę powrotną z pracy do domu, a że obecnie mieszka w przyszpitalnym hostelu ma blisko, i nie, nie jest lekarzem, jest byłym pacjentem. Nalegał, aby pójść do przy hostelowej kawiarni i się ograć, bo przecież zamarznę czekając, a ja pomyślałam, że bez problemu mogłabym siedzieć, czekać i zamarzać i mieć święty spokój.  Nie miałam wyboru. Co mogłam zrobić? Zatrzasnąć drzwi i zamknąć samochód od środka? Poszliśmy. Nie mogłam, a może nie chciałam pić nic ciepłego, w ogóle nie chciałam pić, z prawie pustym żołądkiem, bo wtedy wszystko przepływa przeze mnie jak wodospad, a toaleta nie zawsze jest w pobliżu, a ku nieszczęściu nie urodziłam chłopcem i mam trudniej, ale znowu nie miałam wyjścia, więc wypiłam zimny sok i zrobiło mi się jeszcze zimniej. Kawiarnia, właściwie kawiarenka, okazała się miejscem, które zatrzymało się w czasie. Z zewnątrz zwykły szary prostokątny budynek, w środku zlepek stylów kompletnie do siebie niepasujących, a mimo to sprawiających, że wnętrze prezentowało się wyjątkowo przytulnie. Na podłodze turkusowa popękana wykładzina, na ścianach wzorzyste tapety, na suficie sztukateria. Kilka stolików, chyba trzy, na nich sztuczne kwiaty wetknięte w wysokie szklanki wysypane czerwonymi kamyczkami, drewniane stoły, za niskie krzesła na to aby na ich oparciu powiesić długą kurtkę czy wygodnie usiąść drewniany barek. Okna i barek obwieszono świątecznymi różnokolorowymi lampkami. Była nawet sala dla VIP-ów, do której wejście zagrodzono grubym kolorowym sznurkiem. W środku stoliki z fotelami, na jednej ze ścian ogromna fototapeta z zachodem słońca, a nad przejściem w kształcie łuku widniał wypukły napis w drewnie “Nadzieja”. Ten cały kicz pasował do sytuacji. Hotelowi mieszkańcy, alkoholicy (w trakcie lub po terapii) przychodzili porozmawiać z panią obsługującą przybytek, kupić coś albo rozmienić pieniądze. Wszyscy zwracali się do mojego ojca po imieniu, wszyscy koledzy, sąsiedzi z jednego korytarza. Było przytulnie, jednak nie poczułam się jak u siebie w domu. Wszyscy znali się nawzajem i znali mojego ojca, w przeciwieństwie do mnie, nie wspominając o całej obcej mi reszcie przebywającej w pomieszczeniu. Ciekawe ilu osób domyśliło się, że jestem jego córką, a nie panią do towarzystwa zaczepioną na ulicy i zaproszoną na kawę. Czy kogoś w ogóle obchodziło że tam jestem? Ach tak, podszedł do nas ten starszy pan poczęstował mnie landrynkami. Nie miałam na nie ochoty, ale wzięłam, doceniając miły gest. Nie byłam głodna. Po dobie bez jedzenia łaknienie ustaje. W takim miejscu można kupić przekąskami typu paluszki i batoniki, albo coś gorącego na szybko, czyli dania z mikrofali zakupione w pobliskim markecie, przykładowo frytki. Można też wziąć coś całkiem na zimno. W środku stały aż dwie lodówki wypełnione lodami. Było wszystko, aby zajść na chwilę i ugasić pragnienie lub zaspokoić głód. Było wszystko oprócz alkoholu. Za ścianą mieszkają alkoholicy, więc przypadkowi goście, np. odwiedzających pacjentów w pobliskim szpitalu, muszą być zdziwieni, gdy chcą zlać złą wiadomość o wynikach badań alkoholem, a mogą dostać tylko herbatę. Rozglądałam się po pomieszczeniu, patrzyłam na przypadkowo porozwieszane obrazki przedstawiające kwiaty i byłam zaskoczona, że tak bardzo spodobało mi się w środku. Pomyślałam, że nic nie mogłoby krępować mnie w tak prostym i zwykłym-niezwykłym miejscu. W swojej wyobraźni od razu zaczęłam zapraszać kilku znajomych na szklankę soku. Już siedzieli przede mną i już zaczęłam tęsknić za ich obecnością i żałować, że nie ma ich ze mną zamiast mojego ojca i znowu próbowałam zrozumieć jak to się stało, że mam coś czego nie chcę, a nie mam tego czego pragnę. I tak przez prawie 3 godziny siedziałam i rozmawiałam z ojcem. To była najdłuższa rozmowa jaką przeprowadziłam z nim w całym dotychczasowym życiu. Nigdy nie spędziliśmy razem tak dużo czasu. Przeszkadzało mi, że nie mogłam zerknąć na widok za oknem, bo zaraz sugerował, że pewnie wróciłabym już do domu. A mi było obojętne, czy siedzę tu czy nie, po prostu lubię obserwować ruch za oknem i ludzi, nic więcej, ale nie chciałam słuchać komentarzy, więc przestałam patrzeć. Mój ojciec jak zwykle snuł opowieści nieprawdziwe, znowu chciał widzieć rzeczywistość inną niż jest i wyjść na lepszego niż był. W sumie wszyscy chcemy być lepsi niż jesteśmy, choć czasem robimy na odwrót, czasem mieszamy siebie z błotem bez powodu. Zastanawiam się po kim to mam, tę fantazję, i chyba już wiem. Czasem mam wrażenie, że wszystko co widzę to tylko wymysł mojej wyobraźni, nic więcej. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że moglibyśmy, i że to prawda, a dzisiaj chce mi się tylko spać i nic poza tym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz