Dzisiaj pierwszy dzień astronomicznej zimy. “Padał mokry śnieg.” Tak
zaczął Julian Stryjkowski w swoim opowiadaniu “Milczenie”, ale za moim
oknem słońce i sucha ziemia. “Zapadł grudniowy przedwczesny zmrok
najkrótszego dnia. Smutno mi, Boże. Już nie jestem zdolny do rozpaczy.
Powłóczysta melancholia czarnego nieba. Co robić? Dokąd iść?” Mój dzień
może zakończyć się podobnie – tymi pytaniami bez odpowiedzi i smutnym
spokojem. Nigdy nie przypuszczałam, że czekanie może wyssać z człowieka
tyle energii, gdy nie wiesz, ile ostatecznie przyjdzie czekać. Dni
mijają szybko, z drugiej strony czekanie rozciąga je bezlitośnie. Jestem
zmęczona, ale nie potrafię położyć się wcześniej spać, bo kolejna noc
to zapowiedź kolejnego dnia spędzonego na oczekiwaniu. Więc przeciągam w
czasie moje zamknięcie oczu i wpatruję się tępo w ekran komputera,
jakbym miała otrzymać odpowiedź, która rozwieje wszystkie śmieszne
obawy. Ludzie pojawiają się w naszym życiu po coś, zawsze chciałam w to
wierzyć, ale ciągle nie mogę odgadnąć, czemu znaleźliśmy się razem w tym
samym pokoju. I czemu wszyscy łączą mnie w pary wbrew mojej woli,
rzucając śmiesznym “a może pójdziecie razem na kawę”. I pytam siebie w
duchu, gdzie jest ten, z którym naprawdę chciałabym wypić kawę jako
osoba niepijąca kawy. Ostatecznie to nieważne. Moje chęci są tak ulotne,
że każdą kawę możecie wypić wszędzie, tylko nie w moim towarzystwie.
Ale wiem na pewno, to wiem, że mam ochotę na obrzydliwie słodkie ciasto,
ale przy antybiotykoterapii to zabronione. To będę przykre święta, już
są, świąteczne piosenki mi zbrzydły, a tutaj radio wygrywa świąteczne
przeboje przez osiem godzin. “The secret we shared tightened our
friendship, or that’s how I felt.” I może tak to wygląda, może znowu coś
mi się wydaje, może znowu wymyśliłam dla nas życie, którego nie ma.
Jeśli wspólny sekret ma nas do siebie zbliżyć, to chyba będzie
największe tegoroczne kłamstwo. Po lekach pozostaje gorzki posmak w
ustach i pusty portfel. Mam wrażenie, że ten rok złamał nam trochę
serca. Byliśmy przez chwilę szczęśliwi, ale po szczęściu nie zostało
nic. Mój pisk w uszach. Nie tęsknię za głośną rozrywką, tęsknię za
ciszą, za strachem przed snem, gdy leżysz na łóżku i wsłuchujesz się w
pustkę nocy, a jednak masz wrażenie, że oprócz ciebie ktoś jest jeszcze w
pokoju i próbuje odebrać ci życie. Myślę o tym roku jako całości i nie
jestem w stanie zrozumieć nic, ale wiem, że w nadchodzącym roku
tegoroczne dni będą odbijać mi się długo, za długo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz