Nic tak nie cieszy osoby pakującej jak dostawa kartonów, zwłaszcza, osoby pakującej w lekkim kryzysie, która music spakować wędkę przy braku długich kartonów. Męczyłam się z ostatnim pudłem, które w dodatku musiałam rozdwoić, bo wędki były dwie. Na drugi dzień okazało się, że jedna z paczek była za długa według standardów przewoźnika, więc należało przepakować jej zawartość. Niestety, grube kartony to przekleństwo, w dodatku, gdy trzeba przeciąć je nożykiem do papieru, a papier jest przecież cienki. Nie chcą dać się ani przeciąć, ani zgiąć w odpowiednich miejscach, w ogóle nie współpracują. Ale chętnie potną mą skórę swoimi ostrymi krawędziami. Moje dłonie trochę cierpią, a nogi nadal są w siniakach, choć nie wiem, czy obijam się ciągle, czy może siniaki znikają tak wolno. Pracuję i mam się dobrze, choć piszę tutaj dużo i zawsze wychodzi zbyt dramatycznie. Trochę mi szkoda, że w czerwcu dostanę tylko jeden dzień wolnego, bo przecież już na początku lipca mam urlop, całe pięć dni wolnego (jak wspominałam, po 4 latach przyjedzie P. i nie, nie jestem zestresowana, ale mam trochę obaw), więc wcześniej nie powinnam potrzebować odpoczynku. Wydaje mi się, że nigdy nie dostanę wolnego za te nadprogramowe pracujące dni. Nie będę oszukiwać, nie potrafię odpocząć psychicznie od pracy przez niedzielę i tak po sobocie od razu następuje poniedziałek i życie znowu gna donikąd. Mimo to nie chcę narzekać, bo nie uważam, że mam ku temu realny powód. Niezależnie od wszystkiego, praca jest rzeczą, która przysparza mi najmniej zmartwień w czasie bieżącym. Dostaję też co miesiąc “sekretną” premię, więc mogę się cieszyć, że chyba nie zostanę z zerem na koncie po ugoszczeniu koleżanki z nad morza. Tak naprawdę zależało mi na znalezieniu jakiejkolwiek pracy, aby móc ją zaprosić do siebie. Udało się, więc osiągnęłam ten jeden cel, który przedłużył moje życie o rok. Skoro nie mogę mieć wolnego wcześniej, chciałabym przestać budzić się o piątej rano. Przerywanie wypoczynku i ponowne zasypianie po to, aby obudzić się godzinę później, niekorzystnie wpływa na moje funkcjonowanie w ciągu dnia. Za to właśnie nad ranem śnię dużo i intensywnie. Spotkałam już wszystkich moich znajomych, oczywiście we śnie, bo na jawie to nadal trudne. Próbuję zrozumieć jak to jest, że śniłam znowu o tym samym miejscu, o którym śniłam dawniej. Zastanawiam się, jak to jest, że nigdy nie byłam w tym miejscu naprawdę, a jednak jego obraz ciągle do mnie wraca. Nie wierzę w sny, ani jako ukryte pragnienia, ani jako obraz poprzednich wcieleń, ani proroctwa. Dla mnie sny to jedno wielkie kłamstwo. Mam wrażenie, że podczas nocy mój mózg nie odpoczywa, on skutecznie knuje jak popsuć mi realne życie. Wlewa we mnie marzenia senne, które nigdy nie były i nie będą rzeczywistością. Czasem oddycham z ulgą, czasem jest mi żal, że niektóre rzeczy wydarzają się tylko w snach. Jeśli jestem już przy marzeniach, marzy mi się całodzienne czytanie książki, albo czytanie bez chęci zaśnięcia po siedmiu minutach. Czasem, gdy wysyłają mnie z jednego sklepu do drugiego po towar, wpadam na kogoś znajomego, ale wczoraj wpadłam na kogoś, na kogo miałam nie wpaść nigdy więcej. Nie wiem, jak to robię, ale zawsze po chwili dezorientacji i lekkiej paniki szczerze i z uśmiechem mówię “cześć”. Tym razem też zabrzmiałam miło, a gdy postać zniknęła z moich oczu, pomyślałam, że za chwilę zaleje mnie fala emocji. Nic takiego się nie stało. Już trzeci rok (Boże, czy to naprawdę wydarzyło się tak dawno?) wraca do mnie myśl (choć nie tak często jak wcześniej), że gdyby nie tamten wieczór, teraz niektóre rzeczy wyglądałby inaczej. Wiem, mogę się mylić, ale to takie proste równanie, gdybym została w domu, nikt by mnie nie poznał, nie by nie pisał i nie wplątał w sieć kłamstw. Pamiętam ten ciężar na sercu, kiedy okazało się, że moje podejrzenia stały się słuszne i kiedy musiałam podzielić się nimi z kimś, komu chciałam zaoszczędzić zmartwień, ale na tamten moment to była najlepsza, choć nie łatwa decyzja. Wiecie, ale dobrze, że minęłam tę osobę na ulicy w słonecznie przedpołudnie, bo odczułam ulgę, że to już za mną i że nie jestem zła, nie mam żalu, że to nie ma znaczenia, czy tam byłam, czy mogło mnie tam nie być. Może tak to jest, że aby trwać daje i pogodzić się z pewnymi rzeczami, należy odebrać przypisywane im znaczenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz