22.06.2018

983.

Chciałam napisać przedwczoraj, ale byłam zbyt zmęczona Wczoraj nagle nadeszła burza, ale równie błyskawicznie rozpłynęła się powietrzu jak moje myśli. To lato mnie wykończy. Momentami mam wrażenie, że to wszystko wraca i jeśli nie zmobilizuję się wystarczająco mocno, jeśli twardą ręką nie utrzymam tego, co rozpada się we mnie, oszaleję. Do tego przyjazd P., która nie przyjedzie. Nie widziałyśmy się cztery lata, nie zobaczy się przez pięć. Nie chcę przytaczać tutaj historii jej życia. Nie chcę napisać o niej ani słowa, bo szanuję czyjąś prywatność. Zaproponowała, abym w tym wypadku przyjechała do niej. Boże, tęsknię za widokiem morza, więc czemu to nie był wystarczający powód, aby zgodzić się na odwrotne rozwiązanie. Byłam u niej cztery lata temu. Poznałyśmy się przez internet. (Mam wrażenie, że tylko ludzie ze szkoły i studiów oraz szkoleń i pracy to jedyne osoby, które poznałam nie przez internet.) Pojechałam do niej z mnóstwem obaw, bo czym innym jest kilkugodzinne spotkanie, a czym innym spędzenie czasu przez tydzień z osobą, której wcześniej nie widziało się na oczy. Może ta historia nadawałaby się na odcinek serii programu “Catfish”, ale nie, to całkiem miła historia do czasu. Tym razem to nie moje decyzje zaprowadziły nas do tego miejsca. Tym razem to nie moja wina, że nie mogę jej zaprosić i pokazać kawałka swojego życia, o którym słyszała tyle złego. Mimo to czuję się źle, że odmówiłam. Czy zawszę muszę czuć się winna, kiedy zrobię tak, jak chcę, a nie tak, jak oczekują ode mnie inni? A może gdzieś podskórnie wyczuwam, że czekała na spotkanie ze mną. Czekała, bo umówiliśmy się już ponad rok temu, a teraz co, nic, znowu nic. Czemu nie zgodziłam się przyjechać? Czy muszę wszystko mierzyć moją niepewną przyszłością? Obawiam się, że gdy będzie mogła już do przyjechać, znowu zostanę bez pracy i pieniędzy, więc wolę odłożyć trochę grosza, niż teraz wydawać na wyjazd. Chcę poczekać. Czy to źle, że napisałam, że chcę poczekać na jej odwiedziny niż tracić pieniądze, które przydadzą mi się w niedalekiej przyszłości? Czy to źle, że tak wygląda moje doświadczenie życiowe i spoglądam przez jego pryzmat na teraźniejszość? Czy nie lepiej płakać z nieszczęścia z pieniędzmi w kieszeni, nawet jeśli mają niewielką wartość? Dopada mnie już stres związany z tym, że za cztery miesiące będę musiała znaleźć nową pracę. Codziennie zbiera mi się na płacz, choć nie wiem, czy z tego napięcia, czy może to hormony, a może moja tęsknota za czymś, co nawet nie istnieje. Jeszcze D. CODZIENNIE w pracy mówi mi, że jestem nieswoja od kilku tygodniu, co jest zabawne, bo przecież on nie wie, jaka jestem będąc “swoją”. Stresuje mnie życie w każdym jego wymiarze i nie mogę znieść, że nie potrafię odgadnąć, czego właściwie od ciebie oczekuję, a już wielkim błędem jest mieć jakiekolwiek oczekiwania. (Nie piszę tu o koleżance, tak dla wyjaśnienia.) Wzdycham ciężko z beznadziejności. Może chodzi o to, że powinnam przejść kolejne cięższe załamanie w ramach porządnego resetu. Nienawidzę nie myśleć racjonalnie. Tylko w rozumie moja siła. Rozum mówi mi, abym położył się spać przed sobotą w pracy, ale jednak coś jest nie tak. Bo po sobocie jest niedziela, a chciałam napisać do ciebie, ale nie napiszę. Nie podejmowanie decyzji też jest decyzją, więc tak oto funkcjonuję całe życie, bo wszystkie moje ważne decyzje okazały się do tej pory złe. Nie wierzę, że już nigdy nie odezwę się do nikogo. Nie wierzę, a jednak zapowiada się, że tak będzie. Mój blog powinien spłonąć na stosie za te głupoty, które tu wypisuję, a ja razem z nim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz