16.09.2018

1002.

Żeby zrozumieć to, co dzieje się teraz, musimy wróć na początek tego roku, który zaczęłam jak chyba każdy nowy rok w swoim życiu - z ciężkim sercem. Właściwie nie wiem, czemu kolejne lata układają się tak, że każda zima jest dla mnie wyjątkowo trudna i to nie z powodu warunków atmosferycznych, ale sytuacji życiowej. Gdyby ktoś powiedział mi, że ten rok przyniesie tak wiele zmian, nie potrafiłabym uwierzyć. Nie uwierzyłabym, że dożyję dnia, w który ponownie spotkam A. Piszę o tym z drżącym sercem muszę czekać jeszcze trochę ponad trzy tygodnie, a przecież chciałabym już wsiąść w pociąg. Wyciągnęłam zakurzoną walizkę z piwnicy i już chciałabym spakować do niej rzeczy, żeby czekały nienaruszone na ten ważny dzień. Siedem lat to bardzo długo. Móc zobaczyć kogoś znowu po siedmiu latach, gdy wcześniej widziało się jeden jedyny raz w życiu, to wielka radość, ale i wiele obaw. Przez ten czas zdążyłam się zestarzeć, a jednak mam wrażenie, że nie zmieniłam się wcale i że znowu staniemy niepewnie naprzeciw siebie na wrocławskim rynku, jak te siedem lat wstecz. Wymieniliśmy ze sobą mnóstwo papierowych listów, a jednak z czasem i one stały się trudne do tworzenia. Nie wiem, doroślejsze życie nie było dla nas miłe, więc nasz kontakt ograniczył się do krótkich maili, aby urwać się jak wszystkie cenne znajomości. Mimo to zawsze próbowałam do Ciebie dotrzeć, nieśmiało pisząc wiadomości raz na rok, a może nawet i nie. Pozwoliłam Ci się oddalić, bo sama nie potrafiłam tego znieść, ani swojego życia, ani tego, że nie mogę zrobić dla Ciebie wiele. Wkurzały mnie dzielące nas kilometry i walące się na nam głowę życia. Wkurzało mnie, że chciałam być Twoją zwykłą znajomą, a w pewnym momencie traktowałam jak kogoś, komu muszę pomóc za wszelką ceną. Musiałam być okropnie męcząca w tamtym czasie, prawda? Może dlatego w pewnym momencie zniknęłam przerywając tę chorą z mojej strony więź. Wylewałam mnóstwo łez drżąc o Twoje i czułam się winna, że nie ma mnie przy Tobie. Nie chciałam być jak Ci, którzy odeszli z Twojego życia, chciałam być w nim zawsze, a jednak na pewnym etapie nie potrafiłam. Kiedy myślę o tamtych dniach czuję się dziwnie. Nie wiem, co działo się u Ciebie przez ostatnie lata, a nawet jeśli wiem, bo pytałam, nie znam Twoich uczuć, nie wiem kim jesteś, jakie masz zmartwienia i co daje Ci niewyobrażalną radość. Nie śmiem pytać o Twoich rodziców czy chłopaka. Mam wrażenie, że nie powinnam pytać o nic, a jednak chciałabym z Tobą usiąść i na spokojnie usłyszeć, co robiłaś od momentu, w którym każda z nas odeszła w swoją stronę świata. Ucieszyłam się, gdy pozytywnie przyjęłaś moją propozycję spotkania. Nawet wysłałaś mi kalendarz ze swoim rozkładem zajęć, aby wybrała dogodny dla nas termin. Napisałaś, że się boisz, bo nie widziałyśmy się bardzo dawno, a mi na sercu zrobiło się lżej, bo to oznacza, że mamy podobne obawy i jeśli rzeczywiście tak jest, postaram się, abyś czuła się dobrze w moim towarzystwie. Przezwyciężać swoje małe fobie i będę uśmiechać się specjalnie dla Ciebie, bo to wszystko co mogę zrobić w tej sytuacji. Tymczasem obawiam się, że naprawdę nie wydobędę z siebie wiele słów i nie opowiem Ci o tym, o czym opowiadałam Ci przez te wszystkie lata przed snem. Inni mówili mi, że nie mogę się tak przejmować, a ja nie potrafiłam przestać płakać myśląc, że może nie uda mi się zobaczyć już Ciebie nigdy. W pewnym momencie przestałam i płakać i czekać i z tego powodu dopadało mnie poczucie winy. Chciałabym opowiedzieć Ci o tym wszystkim, gdy będę miała okazję, ale boję się, że jej nie wykorzystam. Trzy nerwowe tygodnie oczekiwania będą ciągnąć się niemiłosiernie, a potem czas przyspieszy i ledwo zdążę uścisnąć Cię na powitanie, by chwilę później machać na pożegnanie. Czekałam na to spotkanie tak długo, że tak naprawdę oprócz zwykłej radości, która ogarnia mnie w nieoczekiwanych momentach - w sobotę pakowałam przesyłki i nagle zatrzymałam się na chwilę z myślą, że czekają mnie dwa cudowne spotkania i prawie zaczęłam płakać - odczuwam też pustkę, bo to zbyt mało, jak na całe życie. I potem znowu nastanie obawa, że nie czeka mnie już wiele i po co to wszystko, gonienie za marzeniami, które zostaną tylko ciężkim wspomnieniem, bo nie wydarzy się nic równie dobrego. A jeśli później będę na coś czekać, to będzie to oczekiwanie trudne. Mimo to obecne oczekiwanie i rozmyślanie o wyjeździe, oprócz stresu przed nieznanym, daje mi dużo radości i skutecznie odciąga myśli od innych rzeczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz