Dotarło mnie, że spotkałam się z Tobą tak, jakbyśmy spotykały się co tydzień, jakby to było zwykłe spotkanie, jakbym nie musiała nic mówić, bo przecież będę mogła powiedzieć Ci to za tydzień, gdy spotkamy się znowu, ale tydzień już minął i nie zobaczę Cię prędko. Nie wiem, co ze mną nie tak. Czekam na te spotkania tak długo, a gdy nadchodzą nagle jestem nieobecna, bo przygniata mnie świat. Czy nigdy nie przeproszę Cię za to, za co w swym przekonaniu powinnam? Nigdy nie dowiesz się, jak ciężko mi było, gdy nie mogłam złapać z Tobą kontaktu, więc się odsunęłam i obawiam się, że mogło Cię to zranić. A Ty nadal witasz mnie z uśmiechem, lecz nie wiem, co się za nim kryje. Nie mam odwagi zapytać. Słuchałam każdego Twojego słowa z uwagą, bo chciałam to wszystko zrozumieć, ale nie rozumiem, nadal uważam, że zasługujesz na lepsze życie, choć sama pewnie nie myślisz, że żyjesz złym. Nie żyjesz, ale powinnaś mniej męczyć się z tym, z czym musisz codziennie. Ktoś powinien nosić Cię na rękach i opiekować się jak największym skarbem. Powinnaś wiedzieć, że przeszłość Twojej rodziny nie jest Twoją przyszłością. Czasem chciałabym, żeby wszyscy, o których tutaj piszę, choć raz przeczytali wpisy o sobie, bo tak bardzo dociera do mnie, że nie nauczę się mówić nigdy wprost. Czasem płaczę ze złości nad każdą zmarnowaną szansą, ale wiem, że wtedy nie mogłabym wydusić z siebie słowa. Mam wrażenie, że gdy tylko powiem prawdę o swoich uczuciach, zaraz świat wokół mnie runie. Czasem czuję się tak bardzo oderwana od świata rzeczywistego, że nie wiem, co się dzieje. Od dłuższego czasu myślę o tym, że nie wierzę już nic. Wierzę tylko w Boga, ale nie wierząc w nic poza Nim, nie wierzę w to, co powinnam wierzyć, wierząc w Boga. Czy rozumiecie o co mi chodzi? Pytam siebie, czemu jestem tak uboga w uczucia, ale nie znajduję odpowiedzi. Czasem wydaje mi się, że potrafię, a tymczasem to tylko moje marzenie, że mogłabym tak jak inni kochać, kogoś, przyjaciół, rodzinę, świat. “Kochać” to takie ważne słowo. Zbyt wielkie, żebym mogła dźwigać jego ciężar. Jestem wdzięczna, że oprowadziłaś mnie po mieście i zabrałaś tam, gdzie chciałam; że wstawałaś dla mnie rano, choć nie mogłaś spać do późnych godzin nocnych. Nawet to, że jadłaś razem ze mną wydaje mi się czymś wspaniałym, choć podejrzewam, że to nadal nie wygląda tak optymistycznie, nawet jeśli wyglądasz zdrowiej niż ostatnim razem. Szokiem było dla mnie to, że spotkałam Twoją mamę. Wpadłyśmy na nią przypadkiem na mieście i już myślałam, że mówiąc “to ta koleżanka która pisała” odnosi się to tego mojego marnego maila, którego napisałam do niej za Twoją zgodą mając lat naście. Myślę, że to był jeden z moich błędów młodości. Tak bardzo chciałam być przy Tobie w tamtym czasie i przepraszam, że nie mogłam. Czemu zapomniałam przeprosić Cię tydzień temu? Nie wiem, wydawałaś się taka szczęśliwa, a tyle razy pisałam tutaj, że nie ma sensu wracać do przykrej przeszłości. Na pewno bardziej boli Cię przeszłość inna, do której nie mam dostępu, bardziej niż moje poczucie winy, które jest czymś należącym tylko do mnie, bo wymyślonym przeze mnie. Uderza mnie jednak fakt, że niezależnie jak na to spojrzę, Ty ciągle masz w sobie życie i masz przy sobie kogoś, kto podtrzymuje w Tobie ten płomień, a mi tutaj coraz chłodniej i ciemniej, ale proszę, chciałabym zobaczyć Cię jeszcze raz zanim zgasnę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz