Przyszłam do pracy, gdzie na dzień dobry poczęstowano mnie tortem. Przez miesiąc odbywał u nas praktyki chłopak z technikum i w ramach podziękowania przyniósł tort, którego nie miałam okazji zejść dzień wcześniej, ponieważ jako pierwsza skończyłam pracę tego dnia. Nie miałam ochoty na tort. Nie mam ostatnio apetytu; chyba od wyjazdu do Wrocławia, a może wmówiłam sobie tylko, że ten wyjazd będzie czymś przełomowym w moim życiu, więc przypisuję mu dziwne znaczenie, nawet jeśli już wróciłam do domu. Oczywiście z grzeczności wcisnęłam w siebie kawałek, który i tak dla mnie zostawiono. Mogłam zjeść później, ale skoro szefowa niosła też przydział sympatycznym paniom ze sklepu nad nami, który od dzisiaj przestał istnieć, wolałam zjeść swój kawałek w spokoju. Nie był za słodki, podejrzewam, że był kupiony, a jednak pomyślałam, że już nigdy nie wezmę nic słodkiego do ust. Wiem, że wczoraj dodałam notkę, ale dzisiaj obudziłam się z przekonaniem, że chyba oszalałam ryzykując takimi wpisami. Mogłabym usunąć i byłoby po sprawie, ale zawsze wolę napisać o czymś innym i zepchnąć do archiwum wspomnień zakazane słowa niż wymazywać. Czemu? Nie jestem pewna - jak zawsze zresztą - więc może chodzi o to, aby od czasu do czasu przypominać sobie (i innym), że jednak jestem niestabilna emocjonalnie. Jednego dnia coś jest dla mnie boleśnie ważne, a drugiego nawet nie rozumiem, czemu tak było i co mnie w ogóle obchodzi życie innych. Chciałabym napisać tutaj o wielu rzeczach i mieć spokój ze sobą, ale tego nie zrobię. Po przebudzeniu mogłabym usiąść i wypisać z siebie wszystko, ale idę do pracy, w której przez osiem godzin wypala mi mózg od siedzenia przed komputerem (sezon się skończył, więc pozostaje praca głównie biurowa), dlatego po przyjściu do domu nie mam ochoty na nic i moje ambitne plany snute przez cały dzień i tak kończą się w Korei, czyli znowu przed komputerem. Nie znam już innego świata, może dlatego coraz trudniej odnaleźć mi się wśród ludzi żywych. Kto wie, jak to się skończy. Na razie piszczy mi gorzej w uszach ze zamęczania, więc zakończę to snem. Dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz