15.04.2025

1783.

To będzie długie lato, duszne, gorące i żałosne, pełne złości, żalu i zawodu, a może taka będzie już wiosna. Moje miejsce, moja “kartka papieru”, ten adres tutaj, moja ucieczka. Ludzie naprawdę myślą “miło było, ale się skończyło”. Jestem nikim, chcesz być nikim, to twoja wina, to moja wina, biję się w piersi, których nienawidzę. Mam trzynaście lat i codziennie płaczę. Mam szesnaście i nadal płaczę z nienawiści do siebie i świata. Mam dwadzieścia trzy i płaczę ze zmęczenia i pustki. Mijają kolejne lata, dwa, cztery, sześć i płaczę. Potem mam udar i nie płaczę, bo nie mam już nad czym płakać. Straciłam wszystko na czym mi zależało i nie mogę się już odnaleźć. Mam trzydzieści cztery lata i płaczę z bólu fizycznego, który pociąga za sobą psychiczny. A potem płaczę z bezsilności. Płaczę przez siebie i za ciebie, płaczę, bo wszystko poszło nie tak, bo wybrałam szczerość niż udawanie kogoś, kim nie jestem. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że tylko ja to tak “przeżywam”. Śmieszne, bo przecież już nie żyję, a przeżywam. Żałosne, bo to nie ma żadnego znaczenia, nie o to w tym chodzi, nie na tym polega życie, na myśleniu o tym wszystkim. Wiem, że to minie, jak wszystko, prawda stara jak świat. Z drugiej strony nie mogę znieść tego przemijania. Nie mam nic stałego w życiu. Robię krok do przodu, a zaraz potem osuwa się pode mną ziemia. Mimo to jest we mnie przekonanie, że to najlepsze co mogłam zrobić, dla ciebie, kimkolwiek jesteś, bo nie zniósłbyś mnie takiej, jaką jestem na co dzień. Nie zniósłbyś mojej nietykalności i obrzydzenia. Nikt o zdrowych zmysłach by tego nie wytrzymał. Mojego leżenia bez ruchu, bo nie mogę znieść tego bólu. Mojego strachu, że nie mam nic, bo przyszłam na świat bez niczego i z niczym odejdę, i nie jest to złe, gdy jestem sama, wszystko inne to kłopoty nie na mój brak sił. Na chwilę obecną nie liczy się dla mnie nic poza tym, aby wyzdrowieć fizycznie, a potem wyjść na prostą ze swoją sytuacją materialną i może, na końcu, w końcu, i raz na zawsze, choć będzie to długie, bolesne i trwające latami, uporać się ze swoimi demonami, które krążą nade mną od lat. Czy wystarczy mi czasu? Nie wiem, nikt tego nie wie. Tak jak nikt nie wie tego, czemu mając trzydzieści cztery lata, miałam naprawdę czternaście i nie rozumiałam świata dorosłych, dorosłych potrzeb i pragnień i dlatego nie potrafiłam im sprostać i każde “tak” z ciekawości byłoby dla mnie późniejszym atakiem paniki. Nadal nic z tego nie rozumiesz, wiem to za dobrze, ale nie chodzi tu o zrozumienie, chodzi tu o pogodzenie się z tym, że jest jak jest. Czy to też jest dla ciebie trudne? Czy niepotrzebnie przeżywam, że nieumyślnie (bo od początku mówiłam, że to świat damsko-męski jest nie dla mnie) dałam komuś nadzieję tymi zabawnymi rozmowami opartymi na marzeniach? Smutno mi na myśl o tym, że mogłam kogoś zranić. Jestem zła, jest mi przykro. Jestem nastawiona bojowo, a potem pukam się w głowę i zaczynam płakać. Zawsze mnie męczyło, że ludzie nie mówią nigdy wprost tego co myślą. O ile łatwiejsze byłoby życie, gdybym nie musiała się domyślać tego, czego domyślić się nie potrafię, bo jestem na to za głupia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz