Nasze spotkanie, spróbuję je opisać, dwudziesty czwarty dzień marca bieżącego roku. Było cieplej niż zapowiadali. Nałożyłam rajstopy, które od razu się zaciągnęły, ale miałam bezbarwny lakier do paznokci i wystarczająco długą spódnicę, aby to ukryć. Wychodziłam na przystanek autobusowy dwa razy, bo za pierwszym bus nie przyjechał. Nienawidzę tu mieszkać. Nie ma innego sposobu na natychmiastową ucieczkę z tego miejsca jak własne nogi. Chyba, że posiadasz samochód, och, luksus, który jest mi obcy. Pojechałam, nie wzięłam parasolki, nie padało. Nie wiem, co czułam, nie wiem kim była, ale na pewno nie sobą. Widzieliśmy się ostatnim razem jak było mi źle. Nic nie zmieniło minione pół roku w tej kwestii, i nie rozumiem, czemu jesteś na mnie zły, że jest mi źle z tym, z czym muszę mierzyć się na co dzień. Nieważne. Najpierw poszliśmy się napić, szkoda, że nie alkoholu, ale nie mogliśmy, nie ja, więc była ciepła herbata. Zrobiło mi się głupio, że pani obsługująca musiała tłumaczyć mi skład owocowej i nie była pewna, więc potrząsnęła przede mną słoikiem. Myślałam tylko, że owocowa dotyczy konkretnych smaków pojedynczych owoców, albo mieszanki dwóch, a okazała się wielkoowocowa. Ostatecznie smak nie miał znaczenia, czułam się niezręcznie, obco, nie wiem, nie lubię bycia w społeczeństwie, wolałabym siedzieć w ławce na parku i pić napój z puszki, ale nie piwo, niestety było na to za chłodno. Potem błądziliśmy po sklepach, bo trzeba było coś zrobić z czasem. Na końcu, a nie, po tym był jeszcze spacer, ale na razie poszliśmy do kina. Nie wypiłam wiele herbaty, byłam nawet w toalecie, również umyć zęby, ale gdy tylko zaczął się film poczułam, że chce mi się siku. Przez pierwszą połowę w panice myślałam, że jednak mam fobię społeczną i nie ma mowy, abym przy wszystkich (choć wiele świadków na sali nie było) wyszła do toalety i skupiała na sobie obcy wzrok. Wytrwałam, raz będąc całkowicie pochłonięta filmem, by innym razem odliczać zrezygnowana minuty do końca. Okazało się, że jednak momentami było dla mnie za głośno i czułam w żołądku ten ścisk stresu, że nie lubię odbiegać od innych i skupiać na sobie uwagi, więc nie wcisnęłam w uszy zatyczek. Zapytałeś potem, czy zatkałam uszy palcami z tego powodu. Nie wiem, jak zwróciłeś na to uwagę, ale prawdą było, że zostały mi palce do ochrony słuchu i jak dobrze, że ciągle je mam. Potem był spacer i cisza. Myślałam, że się rozpłaczę, nie wiem czemu, ale było mi żal uciekającego czasu i wszystkiego, czego nie da się już naprawić. Mimo to gdy siedzieliśmy na prawie pustym placu autobusowym, było coś przyjemnego w tej całej sytuacji, nocy i przeglądaniu zdjęć. I może gdybyś nie przysunął się do mnie, teraz wszystko wyglądałoby inaczej, ale zapaliła mi się w głowie czerwona lampka i to, że ciężko mi uwierzyć w przyjaźń damsko męską, jeśli nikt nie chce się ze mną przyjaźnić. Wolałam Cię odsunąć dla dobra wszystkich tu zgromadzonych, choć naprawdę nie czułam się osaczona, nie czułam nic, tylko dotyk i jakiś smutek we mnie, że chciałabym, aby takie rzeczy nic nie znaczyły, ale każdy nadaje niepotrzebnie drugie znaczenie gestom i słowom. A nawet jeśli na początku nic nie znaczą, z czasem zaczynają ciążyć. Mogłabym siedzieć na tym przystanku całą noc. Uwielbiam takie momenty, gdy życie się zatrzymuje, gdy nie jestem wczorajszą sobą, ani jutrzejszą, gdy mogę odetchnąć od wszystkiego co za mną i od tego, co czyha na mnie w przyszłości, uwielbiam być tu i teraz, choć wiem, że obecny czas też będzie mi kiedyś ciążył jako wczorajszy. Może dlatego lubię być w podróży. W podróży też się jest, zostawia za sobą coś, a jest się jeszcze przed czymś. My nie jesteśmy w już podróży, utknęliśmy. Wydaje mi się, że jesteś (a może byłeś) o coś na mnie zły. O to, że nie chcę zrobić czegoś, czego nie mam absolutnej ochoty robić, nawet z ciekawości. Przeszła mi ta cała ciekawość będąca pierwszym stopniem do piekła. Wiem, że tego nie rozumiesz, dlatego nie jestem zła. To nawet nie ma nic wspólnego z Tobą, dlatego nie czuję potrzeby, abyś zrozumiał te moje osobiste sprawy, o których nie mówi się nawet własnej rodzinie. Mówi się o tym tylko tej jedynej wybranej przyjaciółce. Albo psychoterapeucie, który miałby naprawić to co popsute, jeśli to wymaga naprawy. Usłyszałam, że mam trzeźwe i dojrzałe. Nie wiem, może. Dla mnie najważniejsze jest zasypianie z czystym sumieniem, jeśli nie mogę żyć bez fizycznego bólu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz