7.11.2013

794. rewia

Jedyne co mnie interesuje naprawdę, to ja sam. Nie jest to wyznanie egocentryka, lecz kogoś, kto czuje, że ma za mało czasu na to, by wystarczająco dokładnie poznać siebie.
Moim sprzymierzeńcem jest życie.
Wiersze służą zapisywaniu moich spostrzeżeń.
I jeśli to jedyna ich funkcja, poza tą, którą spełniają przez sam fakt swojego istnienia.
Dlatego nie chcę i nie potrafię o nich mówić. Nie są to wiersze, lecz małe, bolesne kawałki mojego lęku.
Obawiam się, że mówiąc o wierszach, do reszty zniszczyłbym to coś, czego tajemniczość naruszyłem mówiąc poprzez wiersze. Życie jest bezgraniczną tajemniczością.
Lękam się granic.

Wstęp od autora – Grzegorza Musiała – do zbioru wierszy „Rewia”.

Byłam w czytelni i przy okazji nie mogłam nie odwiedzić pana Grzegorza Musiała. Kto by pomyślał, że kiedykolwiek polubię wiersze. (Haiku to jednak inna kultura, więc się nie liczyło.) Intensywne. Szaleję za prozą, jak i poezją pana Musiała. Myśl, że zostało mi do przeczytania nie mało tekstów, które wyszły spod jego pióra, sprawia, że czekam z przyjemną nutą ekscytacji, choć z drugiej strony prędko nie dostanę się do niektórych utworów.

___
Chyba za marudzenie w poprzednim wpisie o niedobrych snach, dostałam dzisiaj słodki. I już byłam w stanie uwierzyć, że śni mi się coś miłego, ale ostatecznie sen okazał się boleśnie słodki. Uczucie strachu nieustannie prześladuje mnie w snach; wkrada się w każdą scenę, ale nie potrafię odgadnąć, czego się boję. Wstałam 45 minut później niż planowałam i tylko cudem nie spóźniłam się na zajęcia, a nawet byłam przed czasem. Cudem, bo mieszkając 40 km od uczelni, to nie lada wyczyn. A tu proszę, autobus podjechał jeden po drugim (rzadko mam bezpośredni kurs); czekałam tylko kilka minut na miejski; do tego nie wpadłam zdyszana do sali. Nawet prasowanie spodni, które odłożyłam na rano, bo wieczorem mi się nie chciało, skoro z rana miałam mieć dużo czasu, nie przeszkodziło mi w tym. Nawet wujek, który przyszedł zajrzeć do popsutej pralki, nie utrudnił mi poskromienia włosów. Dwadzieścia minut i wyszłam z mieszkania. Cud (w) codzienności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz