Ponad miesiąc temu obejrzałam film;
dzisiaj wyemitowali go w telewizji. Czy gdybym wiedziała wcześniej o
telewizyjnym seansie, poczekałabym, zamiast ściągając z internetu?
Niektórych scen nie zapomina się nigdy. Czy to nie dziwne, że co miesiąc
widzę w telegazecie „Salę samobójców”? Mój młodszy brat zna dialogi na
pamięć. Ja z filmów zapamiętuję muzykę oraz gesty, spojrzenia i sceny
rozstań. Niektóre momenty przewijam do oporu, aż nie mogę już dłużej, a
po czasie do nich wracam i z tą samą świeżością uderza we mnie obraz.
Nie wiem, a może zabiją mnie kiedyś filmy? Może właśnie to? Nie książki,
nie przyjaźń, nie fandom, nie zmęczenie. Wiecie, dzisiaj był koncert
zespołu Tegan and Sara. Jedna z tych zmarnowanych szans na odrobinę
radości, nie dlatego, że nie chciało się jej wykorzystać, ale dlatego że
sprzedaż duszy diabłu nigdy u mnie nie wchodzi w grę. Ktoś dał im
wódkę; widziałam nalepkę – Żubrówka – tak, widziałam to na zdjęciu.
Polska i polskie prezenty. Na alkohol obcokrajowcy zawsze mogą liczyć,
bo nie na przywitanie chlebem i solą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz