Pisanie o pewnych rzeczach jest dużo łatwiejsze, gdy nie musisz widzieć reakcji innych na własne słowa. Czasem wypowiedzenie czegoś na głos sprawia, że to coś staje się bardziej realne, a wtedy w gardle więźnie głos. Nienawidzę, gdy łamie mi się głos, nienawidzę tego, a jest wiele sytuacji, których przytoczenie przywołuje niepotrzebne emocje. Z drugiej strony pisanie o nich jest nadzwyczaj lekkie. Ta rozbieżność sprawia, że często zastanawiam się, która z wersji - mówiona czy pisana - jest bliższa temu, co naprawdę odczuwam. Wyszło więc, że napisałam, bo mówienie okazało się zbyt trudne i nie wiem, jak podzielę się tym z bliższymi znajomymi, którym chciałabym o tym powiedzieć wprost, jeśli przekazanie tego słowami mówionymi komuś prawie obcemu okazało się zbyt trudne. Mam wrażenie, że niepotrzebnie dobudowuje do całej sytuacji napięcie, ale to dzieje się poza mną, a brak kontroli mnie wkurza. Napisałam więc dwóm osobom, jak to teraz u mnie jest, choć obydwu chciałam powiedzieć osobiście, ale jak wspomniałam wcześniej, w jednym przypadku nie byłam w stanie, a w drugim nie chciałam czekać na spotkanie, bo gdy piszesz z kimś regularnie, ciężko przed tą osobą przemilczać fakty. I choć jestem zdania, że nawet najbliższe relacje nie wykluczają prywatności i każdy ma prawo do posiadania tajemnic, do których nie dopuszcza nikogo, w tym przypadku uznałam, że inni powinni wiedzieć. Tylko tych innych jest więcej i chciałabym prosto w twarz. Tu powstaje problem, bo te osoby, którym chciałabym zdradzić tę “tajemnicę” żyją własnym życiem i wychodzi na to, że skoro nie mam serca wysyłać suchego tekstu z faktami (och, bo przecież na żywo mogłabym przy nich trochę popłakać licząc na pogłaskanie mej pustej głowy), będę musiała sama odkryć jak to jest, gdy przestaje istnieć ojciec, który i tak nigdy nie istniał. I jakie to dziwne, że bardziej chce mi się płakać nad stanem swojej cery skutecznie pogarszanym przez upały i złą dietę lub wypadającymi włosami, niż stanem zdrowia własnego ojca. Myślę, że sytuacja, przez którą zaczęłam przechodzić, nauczy mnie wiele rzeczy, ale przede wszystkim tego, jak bardzo zepsuta jestem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz