Skróciłam włosy o dziesięć centymetrów, bo stwierdziłam, że dzięki temu przestaną wypadać jak szalone, jeśli nie będą ciągnąć się po plecach, plątać na wietrze, czy gnieść podczas snu. Trochę pomogło, choć za każdym razem, gdy nadchodzi dzień ich mycia (co drugi dzień), umywalka nadal jest we włosach. Zapłakałam tylko raz z przerażenia, że mogę być w przyszłości łysa, a potem stwierdziłam, że nie będę przejmować się czymś takim, bo przecież można przejmować się innymi rzeczami. Wiem, że ludzie z reguły kryją się z takim problemem. Ja oznajmiłabym o tym w mediach społecznościowych i byłoby po sprawie. Krycie się z czymś, nad czym nie mamy kontroli, byłoby bardziej stresujące niż postawienie wszystkich przed faktem dokonanym. Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdzie musiałbym przejmować się jeszcze tym, czy dobrze się ukrywam. A jednak mam w gronie znajomych osobę dotkniętą tym problemem, więc rozumiem, że naprawdę to takie łatwe mogłoby nie być, bo czym innym jest hipotetyczne założenie, a czym innym zderzenie z rzeczywistością. Jest połowa lata, upały zalały nasz kraj, a jedyne chłodnie miejsce to nasze mieszkanie i za to uwielbiam ten stary blok - tutaj zawsze jest chłodno - niestety nie mogę tu nieustannie przebywać, bo wzywa życie, praca i praca i praca. Czaję się jak głupia, aby poprosić o wolny dzień, który mi się należy, a właściwie należy mi się ich jeszcze dwanaście, plus nowy urlop za trzy miesiące umowy, strasznie to przykre, że znowu daję się wykorzystywać na własne życzenie i pracuję choć daliby radę beze mnie. Może jutro uda się zapytać. Teraz jestem cała w siniakach, nie licząc twarzy, a nawet mam krwiaka w zgięciu łokcia. Dźwigam trochę ciężarów, pocę się jak świnia i krwawię raz w miesiącu, jak na kobietę przystało. Myślałam, że będzie mi trudno dogadać się z D. i na nowo przyzwyczaić do jego obecności, tymczasem jest w porządku i czasem mi przykro, że wypisuję tutaj na niego tyle nieładnych rzeczy, ale nikt nie jest idealny, więc i ja nie mogę taka być; muszę być złą koleżanką z pracy. Mama z najmłodszym bratem pomalowali mi pokój. Tak, malujemy mieszkanie, w końcu. Trzeba odświeżyć ściany z zaciekami, po tym jak pół roku temu zalał nas sąsiad z góry. Jaka szkoda, że zainwestowane w farby pieniądze nagle są nam potrzebne na nową pralkę. Większą połowę dołożyłam ja (drugą brat, ze swoich "osiemnastkowych prezentów") i to dziwne uczucie, że mnie stać i wcale nie jest mi szkoda, że oddałam fundusze przeznaczone na miesiąc czynszu za mieszkanie, które wynajmuję, gdzieś tam w przyszłości. Może gdyby nie malowanie, i gdyby nie odłączenie centralnego ogrzewania i montowanie nowego, oddzielnego, w całym bloku, za które musieliśmy zapłacić kilka tysięcy, gdyby nie to, że popsuł nam się licznik do bojlera, a wcześniej mój komputer, i gdybym nie kupiła sobie z ciekawości tych drogich i niedobrych wegańskich lodów, to wszystko byłoby inne. Ten wpis miał być o czymś, ale wyszedł jak zlepek nieistotnych informacji; kolejny opis rzeczywistości bez głębszej refleksji nad otaczającym światem. Ach, właśnie, mój ojciec poszedł w końcu do lekarza i oto zaczął się szereg badań, na pierwsze pójdzie jutro. Nie pracuje, jest tutaj, codziennie u nas, jak nieproszony gość (dla mnie nieproszony). Nie wiem, wspominam tu o tym, jakby to była również moja tragedia, ale uderza mnie własna obojętność związana z całą sytuacją, aby po chwili stwierdzić, że fajnie mieć umierającego ojca. Czy słyszycie jak to brzmi? Jak umieranie może mieć coś wspólnego z wyrazem “fajnie”?! Potem wyjdzie tak, że wykorzystam własnego ojca do tego, aby powiedzieć “widzisz, milczenie twoje dobijało mnie bardzo, a do tego mój ojciec umierał, i co, myślisz, że usprawiedliwienia ciszy przebiją moją sytuacją, przecież to ja potrzebowałam wsparcia w tak trudnym czasie, a ciebie nie było”. Wiecie, brzydzę się sobą, gdy myślę o tym w ten sposób, jakbym chciała zrobić z siebie bohaterkę filmowego dramatu, który powinien chwytać za serce, ale nie chwyta, bo okazuje się, że to nie mój dramat. Uważam się za empatyczną osobę, ale nie potrafię wczuć się w sytuację własnego ojca; może dlatego, że nie chcę. Dobrze mi w tym własnym odizolowanym świecie, który istnieje tylko tak, jak ja go widzę, natomiast wszystkie sprzeczne wizje to tylko wymysł czyjejś wyobraźni. Oczywiście prawda jest inna - to ja wymyślam wszystko na własne potrzeby, a realny świat bezradnie rozkłada ręce nad moją głupotą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz