Wypiłam dwa kieliszki wódki na pusty żołądek, a dopiero potem zjadłam kawałek mięsa. Nie wiem, po co mi to było, skoro nie piję wódki (nie miałam jej w ustach od dwóch lat), a tym bardziej bez jedzenia, skoro raz taka sytuacja popsuła mi późniejsze miesiące. Nadal bywam na siebie zła za tamtą noc. Wypiłam, bo mąż przyjaciółki dostał awans i jeśli to miało mu sprawić radość, a mi ostatecznie nie zaszkodzić, to zgodziłam się na dwa. Bycie jedyną dziewczyną w towarzystwie, która może wypić, bywa ryzykowne i czasem zastanawiam się, czy nie lepiej zamknąc się w domu aż wszystkie koleżanki matki będą mogły sięgnąć po procenty. Czuję się, jak mała dziewczynka w dorosłym towarzystwie, choć jesteśmy w zbliżonym wieku. Nasza czwórka spotkała się w takim gronie po dwóch latach i tylko u mnie nic się nie zmieniło, ciągle nie wiem dokąd zmierzam. Wiem tylko, że zmierzam ku ziemskiemu końcowi, ale ten czeka na każdego. Koleżanki wyszły za mąż za samych przystojniaków, ale to było wiadomo, tak piękne kobiety nie mogły wybrać inaczej, choć wiadomo, o relacji wcale nie chodzi o wygląd, one znalazły mężczyzn, którzy potrafią zatroszczyć się o rodzinę i nie wierzę, że którekolwiek z tych małżeństw kiedykolwiek się rozpadnie. Kiedy byłyśmy małe, zawsze rozmyślałyśmy o tym, jak to będzie, gdy dorośniemy. Dorosłe życie przyszło niespodziewanie szybko i patrzyłam z dziwnym uczuciem na ten uroczy obrazek jednej z dwuletnim synkiem, drugiej z ponad półrocznym i trzeciej z ośmiomiesięcznym brzuchem, w którym również mieszka kawaler. Ciekawe, czy i moim pierwszym dzieckiem byłby chłopiec. Nie zazdrościłam im jednak ani trochę, ale pomyślałam, że to miło mieć kogoś, przy kim możesz schować się w towarzystwie. To moi znajomi, więc nawet jeśli przez chwilę poczułam się niezręcznie zostając w towarzystwie samych panów, to gdybym została sama w gronie obcych mężczyzn, chciałabym mieć w pobliżu swojego, żeby zdjął ze mnie ciężar włączenia się rozmowy. Inaczej jestem zbyt zauważalna. Ludzie, nawet jeśli o tym nie mówią na trzeźwo, po kilku kieliszkach dają mi do zrozumienia, że moje milczenie może zostać odebrane negatywnie, jeśli nie przez tych, którzy mnie znają, to przez obcych. I tak to jest, gdy siedzę zestresowana i na próżno próbuję odnaleźć w pustce jakąś opowieść ze swojego życia, inni myślą, że jestem arogancka. Nie wiem, może jestem, może to wszystko, co odbiera mi mowę to tylko wymówka. Ludzie myślą, że jestem miłą i spokojną dziewczyną, ale myślą też, że jestem wyniosła i uważam się za lepszą od innych, skoro nie potrafię otworzyć ust. Na pytanie, czy może w tym roku dam skusić się na spacer, odpisałam tylko “nie”. Normalnie napisałbym traktat usprawiedliwiający mnie i moje postępowanie i czemu doceniam, ale nie na tyle, aby napisać “tak”, ale chyba dorosłam do tego, aby odmawiać ludziom bez usprawiedliwiania się, bo tak naprawdę nikt nie ma obowiązku tłumaczyć się wcześniej niż inni poproszą o wyjaśnienia. Mnie w ogóle zadziwia fakt, że ktoś nieznajomy PO ROKU miał ochotę ponownie zapytać o ten spacer, ale chyba tylko dlatego, że wpadł na mnie przypadkiem. Moje odmówienie prawdopodobnie poskutkuje tym, że nie zobaczę wszystkich tych, z którymi realnie chciałabym pójść na jakikolwiek spacer. Skoro nie potrafię docenić czyjegoś gestu, to nie doczekam się żadnego. Nie, to nie pesymizm, to dziwnie powtarzająca się reguła w mojej rzeczywistości, niby logiczna, a jednak okropnie niesprawiedliwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz