Dziewiąty dzień sierpnia, nic się nie zmieniło, więc czemu znowu tutaj jestem i piszę - nie wiem. Czasem nachodzi mnie tak wielka ochota, aby wypisać z siebie to wszystko raz na zawsze, ale wena dopada mnie w busie, kiedy wracam do domu z pracy. Gdy przekraczam próg mieszkania spada na mnie całe zmęczenie dnia trwającego i nigdy nie mam siły na ponowne przeżycie tych ciężkich myśli. Wolę rzucić się w świat rozrywki, zapomnieć i odpocząć. Czytam dzielnie kolejną książkę pana Musiała, ale dopada mnie rozczarowanie, bo najnowsza (z 1997 roku) i ostatnia książka, którą napisał, miesza ze sobą jeden wątek z innymi, pisanymi odmienną czcionką, i właśnie to tak bardzo mi nie pasuje, że pozwalałam sobie omijać fragmenty, aby cieszyć się dawny stylem, który tak mnie przyciąga szczerymi do bólu wyznaniami, czy obserwacjami na temat życia, śmierci, miłości i wiary. I jeszcze te niedające spokoju wspomnienia i tęsknoty za tymi, których tu nie ma. Tak, ten rym jest na cześć wszystkich tych, za którymi wodzę tęsknym wzrokiem, wirtualnie wodzę. Nie wiem, czemu dopada mnie to właśnie wtedy, gdy wracam do domu z pracy. Przytulona do szyby spoglądam w niebo i nagle czuję, jak ściska mi gardło i jak dobrze, że jest lato i na nosie mam okulary przeciwsłoneczne, bo przecież zaraz pokapałyby mi po policzkach łzy, tak bardzo wszystko mi się miesza, że na końcu pozostaje tylko morze łez złości na siebie samą. Każdy doradziłby mi, aby to zrobiła, porozmawiała ze wszystkimi, którym mam coś do powiedzenia, czasem od lat, zanim mnie to pokona, ale tu tkwi właśnie problem, nikt nie chce się ze mną spotkać, lub nie ma jak, lub nie wiem, nie istniejemy w tej samej czasoprzestrzeni, więc jak mam wymagać od kogoś, aby rzucił wszystko i wybiegł mi na spotkanie. Mijają więc miesiące, a ja czekam, aż ktoś poczuje równą potrzebę spotkanie, choć wiem, że ona nigdy nie nadejdzie i moje czekanie jest daremne, więc powinnam po chamsku wprosić się w czyjąś rzeczywistość. Powinnam zadzwonić i powiedzieć “hej, wiesz, smutniej mi dzisiaj bardziej niż wczoraj, słuchaj, we wrześniu powinnam już wiedzieć co dalej z moim życiem, ale nie mam ani jednego pomysł, nawet zalążka planu, więc boje się tych rąk sięgających mojego gardła i tego, że zaraz będą zbyt blisko i z całą siłą zacisną się na mej szyi, bo boję się tej ciemności, która czasem zmienia mnie w jednej chwili, a nie chcę tam wracać, bo wtedy nikt mnie takiej nie lubi, bo zrobiłam postęp i po co te dwa kroki na przód, jeśli zaraz będę musiała zrobić trzy w tył, ale słuchaj dalej, nie mogę tego znieść, że on może umrzeć, bo jak to, mam tak zwyczajnie siedzieć na pogrzebie w pierwszej ławce, gdzie wszyscy spoglądają na trumnę i na to, czy rodzina płacze wystarczająco głośno i każdy współczuje ci największej tragedii w życiu, gdy to nie żadna tragedia, to pustka, która od zawsze tu była, widzisz, nie mogę tego znieść, że wszystko sprowadzam do siebie, że niezależnie od tego, co się dzieje to świat i tak kręci się w koło mnie, chcę żebyś się tu pojawił i porozmawiał ze mną o życiu, ale moje przeczucie na 99 procent oznajmia mi stanowczo, że ten jeden procent tym razem okaże się siłą najwyższą, i boli mnie, że będę musiała napisać, zamiast wykrzyczeć ci to wszystko w twarz swoim cichym głosem, boli mnie, że znowu nie pozostaje mi nic innego jak pisanie i że ten język komunikacji ze światem tak mnie męczy, bo chciałabym przed sobą realnych ludzi. Tak, napisałam zdanie wielokrotnie złożone i to znak, że nie powinnam zamieszczać tu takich irracjonalnych wpisów, które są emocją, a przecież nie jestem emocjami, jestem kimś więcej, kimś kto ma rozum po to, aby dzielnie kierować emocjami, więc tak oto trzymam swoje emocje, codziennie od lat i wygrywam, i dla wielu jestem przegraną jako człowiek bez miłości, ale wyobraźcie sobie, że gdyby nie moja z trudem budowana kontrola, mogłaby zniszczyć wiele niewinnych żyć, więc po co, po co podążać za ciemnością. Trzymam to wszystko w sobie dla ciebie, choć nigdy o tym się nie dowiesz i może z tej perspektywy jawi się to jako daremny trud, ale myśląc o wieczności, myślę, że wygram dzięki temu wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz