Szefowa zapytała, co moi znajomi na to, że pracuję w sklepie wędkarskim. Od razu uderzyła we mnie fala gorąca wraz z zakłopotaniem, bo pomyślałam, jacy znajomi, którzy znajomi, jak mam odpowiedzieć na to pytanie, jeśli moi znajomi nie mają żadnych przemyśleń związanych z tym, co robię, może niektórzy cieszą się, że udało mi się wyrwać z męczącego pustego bezrobocia, więc nie ważne, co robię, ważne, że robię cokolwiek. Już za chwilę znowu nic nie będę robić i z tego wszystkiego zamiast rozglądać się już za nową pracą, planuję wydać oszczędności na spotkania z osobami, których nie widziałam od lat lub nie widziałam jeszcze wcale. Powinnam być zmartwiona, ale planowanie sprawia mi ogromną radość, nawet jeśli jestem zestresowana na myśl, jak to będzie ujrzeć kogoś po latach. Tymczasem przesiaduję w pracy na wygnaniu i przeszkadzają mi dwie rzeczy. Raz - jest tu duszno, nawet jeśli zrobiłam przeciąg otwierając tylne drzwi; dwa - nie mogę skupić się na pracy, pewnie dlatego, że myślę o tym jak mi gorąco i że nie wzięłam wystarczającej ilości wody, jakby wczorajszy dzień niczego mnie nie nauczył. Upały mnie męczą. Napisałam więc do osób, do których nie napisałabym w normalnych warunkach. Nawet do kolegi z poprzedniej pracy napisałam, jakby nigdy nic po pół roku ciszy i zapytałam wprost o film, który mógłby mi polecić. Odpisał od razu, co było miłe, ale zaproponował tytuł, z którego obejrzenia zrezygnowałam przez negatywne opinie (gównie znajomych, którzy już widzieli film), więc jak miałabym poświęcić 2 godziny i 19 minut na seans, jeśli wydaje mi się, że tak długi film nie powinien być nudny i bezsensowny, a podobno taki jest. Często mam jednak tak, że to co nie podoba się innymi, mnie czymś urzeka, więc nie wiem. Na razie okazuje się, że pozwoliłabym sobie na półtoragodzinny seans, natomiast na ponad dwugodzinny nie mam czasu, bo przecież koreańska telewizja ciężko pracuje na to, aby skutecznie wciągać mnie w swój świat i niestety ale amerykański film w tym przypadku nie wygra. Żeby ten wpis nie wyszedł zbyt pozytywny, próbuję zrozumieć, czemu uzależniłam nasze spotkanie od wyników badań, choć to nie moje wyniki, to przecież ma niewiele wspólnego ze mną. To znaczy myślałam, że tak zrobię, uczynię z wyników pretekst, ale utwierdzam się w przekonaniu, że niektórzy naprawdę mogę mnie już nie lubić i branie kogoś na litość byłoby moim największym upadkiem, dlatego chciałabym udawać, że pewne osoby już nie istnieją. Nie wiem, może pozwolę im rozpłynąć się w powietrzu. Chyba tak zrobię. A potem wezmę głęboki oddech i zachłysnę się tym powietrzem. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz