Wpis z dnia 3 maja 2020 roku wygrzebany z archiwum na instagramie:
“Miałam sen. Gdy wracałam do domu, znalazłam się nagle wśród strzelaniny. Żeby uniknąć kulki w głowę, padałam na ziemię udając, że już zostałam zabita. Jak to we śnie, wypadłam wiarygodnie i uszłam z życiem. Tego samego dnia znalazłam się na imprezie, jakby nigdy nic siedziałam wśród znajomych, ale nadal miałam w sobie wrażenie, że przecież stało się coś przerażającego, a jednocześnie niesamowitego - zabójcy nie są tak naiwni, powinni mnie dla pewności dobić. Chciałam o tym całym wydarzeniu komuś opowiedzieć. Ten ktoś siedział przede mną odwrócony plecami, a ja nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Bardzo chciałam porozmawiać z tą osobą, a jednocześnie nie byłam w stanie zdobyć się na odwagę. Ocalenie życia wydało się czymś nie wartym uwagi, a może nie warte stało się to, co myślałam i czułam… Nie mogę znieść jak bardzo sny obnażają ukrytą prawdę. Nawet jeśli o tym nie myślę, jeśli dni mijają po sobie bez sensu i jest spokojnie, to gorzkie sny przypominają o tym jak chorym człowiekiem jestem… Jak w nic nie wierzę i jak nie potrafię wybić sobie z głowy pewnych rzeczy - one krążą we mnie jak trucizna. I wiem jak bardzo byście mnie znienawidzili, wiedząc jak to wszystko wygląda naprawdę… Ale was już w jakiś sposób mnie nie ma. A raczej nie ma mnie dla was. Dzisiaj wkurzył mnie pies, nawet nie wiem czyj i to długa historia, ale nagle dotarło do mnie, że minęło kilkanaście lat po nic. Uświadomiło mi to stanięcie oko w oko z psem, który nie mógł przestać ujadać. Ja stałam, on stał i mogłabym tak stać do rana, ale nie miałam czasu. Najchętniej bym go zabiła, bo stanął mi na drodze, ale nie miałam czym. Wiem, to straszne. Ale jestem chora. Nie myślę racjonalnie od lat. Tyle modlitw o uzdrowienie, a nadal jest we mnie więcej zła niż dobra. Ale dobro wygrywa na końcu, więc kiedyś zostanę zniszczona. Dobranoc. Oby nic się nam więcej nie śniło. Nie chcę pamiętać.”
Nie wiem, czemu to wygrzebałam z przeszłości. Szukałam czegoś innego, ale zatrzymał mnie ten długi monolog. Pięć miesięcy później dostałam udar. Wszystko co robiłam i o czym wtedy myślałam doprowadziło mnie prawie na łoże śmierci. Do czego doprowadzą mnie dzisiejsze myśli? Do czegoś złego, czy dobrego?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz