16.08.2025

1783.

Zaczęłam prasować ubrania, mnóstwo ubrań, bo weekend to taryfa na tańszy prąd, więc zmęczona wzięłam się za obowiązki, a w tle włączyłam konferencję na temat przyjaźni. Miałam ją zapisaną od tygodni, ale brak czasu i znalezienie w sobie koncentracji i skupienia na godzinę było trudne. Cisza, tylko ja i ja. Lato, gorący wieczór, ciepła noc, jeszcze cieplejsza od pary z żelazka. I od parownicy też. To było intensywne prasowanie z edukacją w tle. Gdybym mogła, zacytowałabym całość tutaj, ale to niemożliwe. Dowiedziałam się wiele nowych rzeczy o sobie, o nas, o błędach, które popełniłam, nawet w ostatnim czasie. Najważniejsza jest w życiu przyjaźń, zawsze o tym wiedziałam, a jednak nikt nie chciał zostać moim przyjacielem na zawsze. Bo przyjaźń buduje się w trudzie i bez pośpiechu, nie bez błędów, ale w próbach zrozumienia. To naprawdę temat rzeka. Zaczęło się wylewać się ze mnie wszystko, znowu, to będzie ciężka końcówka lata. Bo usłyszałam na tej wirtualnej konferencji: “najgorszą głupotą jest odchodzić od przyjaźni wtedy, kiedy boimy się zranić drugiego człowieka. Kiedy boimy się, że on nas zrani. Bo największą raną samą w sobie jest brak przyjaźni.” Myślę sobie, że to co przed udarem było dla mnie ważne, te wszystkie moje przyjaźnie małe i duże, gdzie zawsze byłam pierwszą, która pytała, pisała, pukała do drzwi, po udarze odeszły w niepamięć, gdy zamilkłam. Gdzie popełniłam błąd? Nigdzie. Po prostu przygniotły mnie problemy, głównie zdrowotne, z których nie potrafię się wygrzebać, więc to zrozumiałe, że nie mam siły nadążyć za ludźmi. Może to moje marne usprawiedliwienie na wszystko, ale co mogę zrobić? Co mam zrobić? Czy coś mogę? Tylko odsunąć się w cień, bo jestem marginesem społecznym. Jutro dożynki, będzie impreza. Pamiętam jak to wyglądało rok temu, pamiętam wszystko, klatka po klatce jak w filmie. Jutro będzie inaczej, choć spędzę ten czas z tymi samymi osobami, plus jedna więcej, już poza brzuchem mamy. Pamiętam, że rok temu płakałam. W tym pewnie też zapłaczę, choć z całkiem innego powodu. Zbiera mi się na płacz, to jak przerywnik w ciągu dnia. Jem i nagle łzy. Jadę rowerem i nagłe łzy. A potem mija chwila i wracam do sobie, bo naprawdę nic się nie stało, od dawna nic się nie dzieje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz