Chyba nie jestem dobra z genetyki, bo ciągle w głowie próbuję policzyć, czy mogło trafić również na mnie. Znowu w tej wielkiej rodzinie ruszył temat choroby Fabyre’go i ciągle nie wiadomo, od kogo mogło się zacząć i czy właściwie ten zły gen idzie od strony kobiet czy mężczyzn. Gdzie był początek i gdzie będzie koniec? Na niekorzyść działa udar kryptogenny w młody wieku. Nie chce mi się wierzyć, że mogłoby trafić i na mnie, z drugiej strony już nic nie zdziwi mnie w tym życiu, myślę sobie, a potem dziwię się wszystkiemu co mnie otacza. Mam chwilę oddechu. Jak na osobę bezrobotną zawalam się pracą od rana do nocy, aby nie myśleć o bólu i o wszystkim innym. Uciekam jak zawsze od siebie, bo prawda o mnie jest niewygodna nie tylko dla mnie. Robię to dla dobra wszystkich, choć zdaję sobie sprawę, że wszyscy nigdy nie zrozumieją. Coraz bliżej końca leczenia ortodontycznego, coraz więcej obaw, bo nic nie działa prawidłowo. Czuję się tak, jakbym przecierpiała te trzy lata po nic, tak dla zabawy, jakby cierpienie sprawiało mi przyjemność. Siedzę, a może powinnam już spać, bo mogę napisać coś, czego będę żałować. Myślę sobie, to moje miejsce, czemu mam się ograniczać, czemu nigdy nie mogę mówić tego, co myślę. Może dlatego, że moje myśli to nie moje uczucia, ani nawet moje prawdziwe ja, które gdzieś jest we mnie, pod tym wszystkim co złe, trudne, męczące. Znowu przez chwilę byłam kimś kto pomyślał, że zostanie pocałowany, a właściwie powinnam napisać pocałowaną, bo zaraz wszyscy od zaimków się oburzą, że nie używam poprawnych form. Co za głupie czasy, w których życie mi się nie podoba. Tak, myślę sobie, chciałam kogoś wykorzystać przez chwilę, widząc jednocześnie, że to nie udałoby się nigdy. Nie można chcieć zrobić czegoś tylko z ciekawości, jeśli nie z ciekawości nie zrobiłoby się tego nigdy, bo to zabawa najgorsza ze wszystkich - ludzkimi uczuciami. Boże, może nie wszyscy tak dużo myślą o tym, jak mogliby skrzywdzić innych, ale mnie to zawsze przerażało, że mogłabym zrujnować komuś życie tak jak ojciec zrujnował nasze, bo miał swoje egoistyczne zachcianki. Mam 35 lat i jestem jak dziecko. I chciałabym napisać jak dziecko, którego nigdy nikt nie dotknął, ale ile dzieci jest dotkniętych za wcześnie w zły sposób? Boże, może to dobrze, że tak wiele mnie ominęło i że pochowałam się już za życia, bo niektórzy noszą rany głębsze niż moje. Dziwne to wszystko, ja też, dlatego pomalują sobie włosy. Pora wrócić do korzeni. Niby mój naturalny kolor to rudawy blond, kiedyś wołano za mną złotowłosa, kiedyś, gdy byłam jeszcze dzieckiem, a teraz mogę być co najwyżej rudą wredną małpą nie słodkim rudzielcem. Szkoda tego lata, wiecie, bo to kolejne lato w którym nie pojadę na festiwal Macieja Musiałowskiego do zamku, aby poczuć się jak najprawdziwszy duch straszący w komnatach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz