Pospiesznie wypita czerwona herbata;
kilka niepotrzebnych nikomu łez na policzkach, zrezygnowanie i
nieumiejętność skupienia się na nauce. Urocza i śpiewająca Tegan; jestem
przegrana. Dobrze, że nie ma już ciebie, ale nie chcę mieszać, nigdy
nie będzie prawdy. Zdrowiej, i ty i ty. Och, kolejne rozdrapane rany na
ciele; żeby lata nie było, taki wstyd; więc proszę, jeszcze dwa mniej
stracone bez wysiłku, na pocieszenie. Panie, mój Panie, chroń mnie przed
samą sobą, bo jestem na drodze do nieświadomego zniszczenia.
Pisanie opowiadań wychodzi najlepiej, gdy należy się uczyć. O sesjo,
bądź dla mnie łaskawa, bo inaczej cię nie przetrwam. Jutro recenzja; na
dworze zimno i biało; utknąć po drodze byłoby miło. Nikt nie odzywa się
pierwszy; jestem słaba, jestem pierwsza. Tegan, ktoś musi zrujnować moje
życie, rozumiesz, więc chodź.
____
Bo przecież tak nie było można,
Gąsior, sam wiesz, sam mi to mówiłeś. Jak się nad tym zastanowić, to do
niczego cię nie przekonywałem. Wtedy w knajpie, Kostek śmiał się, że
mówię o śmierci. Że w taki sposób. A w jaki miałem mówić, żeby ktoś choć na mnie spojrzał?
Przecież codziennie mówimy o śmierci. Dzień dobry, mamo, dzień dobry
tato – a to znaczy śmierć. Każdy ruch szczoteczki, każda banieczka piany
przybliża cię do niej. Miałem sprzedać wam taką opowieść? O szczurze, o
korniku naszych, waszych dni? Gąsior, nie chce mi się rozpaczać i
rozpamiętywać. No, może, powiedzmy chcę umrzeć bez pomocy tej
szczoteczek, może chcę, by ktoś zobaczył, bo strach nie daje mi spokoju,
nie chcę umierać ze strachu, co nie jest jeszcze czymś najgorszym,
skoro grozi śmierć z obrzydzenia. Spójrz na siebie, Gąsior, japisie od
siedmiu boleści z teczką i w butach za milion. Wszyscy zdechniecie albo
oszalejecie, gdy wszystko, co macie do zrobienia, będzie już zrobione.
Tylko że nie ma takiej możliwości, więc zdechniecie albo oszalejecie
grubo przed końcem, chociażby dlatego, że tego końca nigdy nie będzie
widać. Koniec jest jeden, ale wam to się w tych głupich głowach nie
mieści. Ja mam trzydzieści dwa lata, byłem pianistą i pederastą, potem
czytałem książki i chodziłem po ulicach, i wierzyłem, że jestem obrazem i
podobieństwem. Zwłaszcza jak mi ktoś dokopał. Bo wtedy cierpiałem, a
żadne inne podobieństwo nie przychodziło mi do głowy. (A. Stasiuk, Biały kruk)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz