Filmik na zaliczenie się skręcił.
Premiera w środę. Jeśli chcecie, możecie przyjść, akurat tam nikt nie
zauważy, że to nie wasze zajęcia. Trzeci film; za trzecim razem wyszło
nam najlepiej, pod względem technicznym, czyli jest progres. Tylko
aktorzy. Miejmy nadzieję, że w czwartym nastąpi zmiana. Zabawa w aktorkę
nie jest wcale zabawna, zwłaszcza, gdy jest się beztalenciem. My
potrzebujemy płci przeciwnej, najlepiej w parach. Albo dużo ognia i
papierosów.
Innastrona zmieniała nazwę na gueer.pl.
Odwiedzam od czasu do czasu dla artykułów. Wzięłam się za czynie
posumowania 2012 roku. Co mnie zaskoczyło? Wiadomość, że Miron
Białoszewski był homoseksualistą. W tym roku ukazał się Tajny dziennik,
gdzie pisał wprost o swojej orientacji seksualnej. Sprawdziłam
bibliotekę uniwersytecką – jest. Tylko trzeba trochę poczekać aż ktoś
zwróci. Och, czas na czytanie bez wyrzutów sumienia też by się przydał.
W podsumowaniu oprócz filmów, książek, parad równości, festiwali, coming outów (swoją drogą, pojawiła się jakaś moda na bycie bi wśród piosenkarek, co chwilę któraś się otwiera, zwłaszcza przy promocjach nowych albumów, hmmm) znalazło się wspomnienie kilku osób, które popełniły samobójstwo (jedno ze słów, na które zawsze reaguję), ponieważ były dręczone z powodu swojej orientacji seksualnej. Gdy czytam, że 14-latek odbiera sobie życie, jeszcze bardziej wzrasta we mnie niechęć do świata. Wiadomość o zabójstwie 20-latka przez dwóch 15-nastolatkach też przeraża. „On chciał mnie pocałować, ja chciałem go zabić.” Brak słów.
Samobójstwo w 2012 roku popełni także Roman Ragazzi, a właściwie Dror Barak (lat 38), były gwiazdor gejowskiego porno i były pracownik izraelskiego konsulatu ONZ w Nowym Jorku. Wyjście na jaw przyszłości z pornografią przyczyniło się do jego rezygnacji z tego stanowiska. Zajął się więc sportem, pracując jako prywatny trener w spółce Freedom Fitness. Szukałam różnych wiadomości na zagranicznych portalach, a przede wszystkim odpowiedzi na pytania: „jak?” i „dlaczego?”. Śmierć była niespodziewana, jak zawsze w tego typu przypadkach, bo nawet jak ludzie mają na czole wypisane „przyszły samobójca” to wszyscy ślepi, ja pewnie też, cóż, chyba nikt nie ma czujników wykrywających takie rzeczy, choć niektórzy dają różne sygnały, ale to nie post o skłonnościach samobójczych, więc wracając do Dror’a, on niczego nie sygnalizował, ale najprawdopodobniej podłamał się tym, że niektórzy dali mu jasno do zrozumienia, że nie akceptują jego przeszłości w pornografii. Po Dror’a śmierci tak wypowiedział się jego chłopak (tłumaczenie moje):
„Przede wszystkim chcę powiedzieć, że Dror nie był uzależniony od narkotyków, imprez, nie był szablonową gwiazdą porno. Był ciężko pracującym mężczyzną, który budował z powodzeniem osobisty treningowy biznes wraz z zaangażowanymi klientami. Był kochający, miły, spokojny, piękny zewnętrznie i wewnętrznie. Dlatego ostrzegam każdego, kto chciałby ukrzyżować i osądzać kogoś za jego pasję do rzeczy, które robił w przeszłości, a które nie są już związane z jego obecnym życiem. Dror był pięknym człowiekiem, który kochał swoją pracę, swojego psa Diesel’a, mnie i swojego brata Justin’a. Był prostym mężczyzną, któremu do szczęścia wystarczyło zwijanie się na kanapie przed telewizorem i oglądanie programów ze swoim psem i chłopakiem.”
W podsumowaniu oprócz filmów, książek, parad równości, festiwali, coming outów (swoją drogą, pojawiła się jakaś moda na bycie bi wśród piosenkarek, co chwilę któraś się otwiera, zwłaszcza przy promocjach nowych albumów, hmmm) znalazło się wspomnienie kilku osób, które popełniły samobójstwo (jedno ze słów, na które zawsze reaguję), ponieważ były dręczone z powodu swojej orientacji seksualnej. Gdy czytam, że 14-latek odbiera sobie życie, jeszcze bardziej wzrasta we mnie niechęć do świata. Wiadomość o zabójstwie 20-latka przez dwóch 15-nastolatkach też przeraża. „On chciał mnie pocałować, ja chciałem go zabić.” Brak słów.
Samobójstwo w 2012 roku popełni także Roman Ragazzi, a właściwie Dror Barak (lat 38), były gwiazdor gejowskiego porno i były pracownik izraelskiego konsulatu ONZ w Nowym Jorku. Wyjście na jaw przyszłości z pornografią przyczyniło się do jego rezygnacji z tego stanowiska. Zajął się więc sportem, pracując jako prywatny trener w spółce Freedom Fitness. Szukałam różnych wiadomości na zagranicznych portalach, a przede wszystkim odpowiedzi na pytania: „jak?” i „dlaczego?”. Śmierć była niespodziewana, jak zawsze w tego typu przypadkach, bo nawet jak ludzie mają na czole wypisane „przyszły samobójca” to wszyscy ślepi, ja pewnie też, cóż, chyba nikt nie ma czujników wykrywających takie rzeczy, choć niektórzy dają różne sygnały, ale to nie post o skłonnościach samobójczych, więc wracając do Dror’a, on niczego nie sygnalizował, ale najprawdopodobniej podłamał się tym, że niektórzy dali mu jasno do zrozumienia, że nie akceptują jego przeszłości w pornografii. Po Dror’a śmierci tak wypowiedział się jego chłopak (tłumaczenie moje):
„Przede wszystkim chcę powiedzieć, że Dror nie był uzależniony od narkotyków, imprez, nie był szablonową gwiazdą porno. Był ciężko pracującym mężczyzną, który budował z powodzeniem osobisty treningowy biznes wraz z zaangażowanymi klientami. Był kochający, miły, spokojny, piękny zewnętrznie i wewnętrznie. Dlatego ostrzegam każdego, kto chciałby ukrzyżować i osądzać kogoś za jego pasję do rzeczy, które robił w przeszłości, a które nie są już związane z jego obecnym życiem. Dror był pięknym człowiekiem, który kochał swoją pracę, swojego psa Diesel’a, mnie i swojego brata Justin’a. Był prostym mężczyzną, któremu do szczęścia wystarczyło zwijanie się na kanapie przed telewizorem i oglądanie programów ze swoim psem i chłopakiem.”
Może tyle o minionym roku, bo od sześciu
dni mamy nowy. Wraz z wygaszeniem comiesięcznych hormonów uspokoiłam się
i ja ( chyba u mnie to tak nieciekawie działa), tak bardzo, że ogarnął
mnie błogi spokój i nikt nie gości w moich myślach. Tylko wizja nauki do
połowy lutego tam jest. Uczę się, jakoś, marnie, ale zawsze. Za to nie
dam rady dokończyć swojego opowiadania. Może po sesji, może kiedyś, może
nigdy. Ale to nieważne, naprawdę nie.
Poniżej cytat, bo gdy kilka dni temu
czytałam ten fragment, pomyślałam o dawnej sobie, o kościele, kurzu
będącym w świetle i imionach, które latem towarzyszyły mszom.
Kościół był pełen wiosennego światła.
Działo się to krótko po świętach Wielkiej Nocy. Były śnieżne i
deszczowe, teraz dopiero pojawiły się kotki wierzb i ta jasność dnia, w
której mrużę oczy wznoszone ku ołtarzowi i witrażom. Kościelny pył
wirował w rytmie modlitw i mych myśli, myśli o zmarłym w dzieciństwie
rodzeństwie, o życiu, jego zdarzeniach, o czasie starości i beznadziei…
„Irina pewnie stoi w cerkwi” – pomyślałam. Obok mnie, blady po zimie Tadeusz, oczy zwrócił w stronę księdza, jego usta poruszyły się w kształt słowa „ojcze”. Przede mną i poza mną obłudnice, rozpustnicy, nieszczęśliwi, nieświadomi i dzieci. Chciałam zobaczyć tu tamtą śniadą twarz; podobno zawdzięcza ją domieszce krwi gruzińskiej.
Czy ona także patrzy na sklepienie, jakby modlitwy opadały spod niego? Czy czuje, że Bóg stworzył tajemnice, na które ludzie dopowiadają próbami śmiesznymi lub wstrząsającymi, lecz nigdy wystarczającymi do ich rozwikłania. Czy wie, że trzeba rysować najpiękniejsze pałace na piasku, choć zmyje je woda? Zadawałam tak swoje zwykłe pytania (które zwykle kieruję do siebie), lecz szczególnej przyjemności dostarczało mi, iż myślę w nich o niej. Nie sądzę, by istniała przyjaźń między dwiema kobietami – zbyt wiele znaczy tu mężczyzna; mężczyźni zaś mylą to uczucie ze wspólnym picie wódki; o tym co łączy te dwie płcie można napisać tomy, w których także zabraknie tego słowa. Przyjaźnić się można z dziećmi i zwierzętami. Dusza znajduje jednak radość w złudzeniach.
- Irina. Irina Nikołajewna? – powiedziałam to półgłosem w największym rozgwarze modlitw. Miałam wrażenie, iż nie jest to pytanie, a odpowiedź. Lecz, czy ma jakiekolwiek znaczenie wymówienie czyjegoś imienia? (Ewa Schilling, Notatki ze zbioru opowiadań Lustro)
„Irina pewnie stoi w cerkwi” – pomyślałam. Obok mnie, blady po zimie Tadeusz, oczy zwrócił w stronę księdza, jego usta poruszyły się w kształt słowa „ojcze”. Przede mną i poza mną obłudnice, rozpustnicy, nieszczęśliwi, nieświadomi i dzieci. Chciałam zobaczyć tu tamtą śniadą twarz; podobno zawdzięcza ją domieszce krwi gruzińskiej.
Czy ona także patrzy na sklepienie, jakby modlitwy opadały spod niego? Czy czuje, że Bóg stworzył tajemnice, na które ludzie dopowiadają próbami śmiesznymi lub wstrząsającymi, lecz nigdy wystarczającymi do ich rozwikłania. Czy wie, że trzeba rysować najpiękniejsze pałace na piasku, choć zmyje je woda? Zadawałam tak swoje zwykłe pytania (które zwykle kieruję do siebie), lecz szczególnej przyjemności dostarczało mi, iż myślę w nich o niej. Nie sądzę, by istniała przyjaźń między dwiema kobietami – zbyt wiele znaczy tu mężczyzna; mężczyźni zaś mylą to uczucie ze wspólnym picie wódki; o tym co łączy te dwie płcie można napisać tomy, w których także zabraknie tego słowa. Przyjaźnić się można z dziećmi i zwierzętami. Dusza znajduje jednak radość w złudzeniach.
- Irina. Irina Nikołajewna? – powiedziałam to półgłosem w największym rozgwarze modlitw. Miałam wrażenie, iż nie jest to pytanie, a odpowiedź. Lecz, czy ma jakiekolwiek znaczenie wymówienie czyjegoś imienia? (Ewa Schilling, Notatki ze zbioru opowiadań Lustro)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz